Polacy zawsze mieli skłonność do patrzenia na Węgry przez pryzmat własnych historycznych doświadczeń i własnych narodowych emocji. Długo nie pozwalało to im trzeźwo oceniać polityki Viktora Orbána w Europie, opartej na całkowitym narodowym egoizmie. Jednak wojna w Ukrainie odsłoniła prawdziwe oblicze węgierskiej polityki w sposób dla wielu w Polsce szokujący. Kiedy dla większości Polaków jest oczywiste, że Ukraina walczy dzisiaj o bezpieczeństwo całej Europy Środkowo-Wschodniej, dla Orbána wciąż nie jest to wojna Węgrów i powinni się trzymać od niej z daleka. Kiedy reżim Łukaszenki zamienia Białoruś w rosyjski poligon i wsadza do więzień przedstawicieli polskiej mniejszości, Péter Szijjártó, węgierski minister spraw zagranicznych, jedzie do Mińska rozmawiać o „aktywizacji kontaktów dwustronnych”.
Warto jednych emocji – „Polak, Węgier, dwa bratanki”, nie zamieniać jednak od razu na przeciwne – „cyniczny reżim Orbána sprzedaje się Putinowi”. Lepiej w polityce uczyć się swoich partnerów, niż przenosić na nich własne emocje.
W Polsce mamy długą tradycję patrzenia na Węgry głównie przez pryzmat dwóch wielkich wolnościowych powstań, które miały miejsce w Budapeszcie w 1849 i 1956 roku. Ta idea walczących o wolność Węgier, zmagających się w Europie Środkowej z tyrańskimi imperiami, idea Węgier Sándora Petöfiego, Lajosa Kossutha, a potem Imre Nagya, silnie ukształtowała polskie wyobrażenie, że węgierski stosunek do Rosji bliski jest naszemu. O wiele silniejszą ideą węgierskiej polityki było i jest jednak pragnienie neutralności, przyjęcia wobec spraw i konfliktów w Europie takiej postawy jak Austria czy Szwajcaria, pozwalającej nie angażować się po żadnej ze stron, lecz maksymalizować własne korzyści. W ten polityczny kierunek popycha Węgry przekonanie, że są samotną wyspą otoczoną przez słowiańskie narody i że Budapeszt od zawsze skazany jest na samotne lawirowanie między potęgami.
Czytaj więcej
Mińską eskapadę szefa węgierskiej dyplomacji Pétera Szijjártó można by potraktować tylko jako nap...
Do tej drugiej idei Węgier lepiej się przyzwyczaić, bo bardziej odpowiada ona rzeczywistości niż ta pierwsza. Podejmując z Węgrami współpracę, czy to w wymiarze regionalnym, czy w polityce europejskiej, zawsze warto jest o tym pamiętać. Choćby po to, by nie dać się łatwo manipulować i nie ulegać zbyt szybko złudzeniom.