Spravia od roku działa jako spółka niezależna, a nie część Grupy Budimex, w dodatku dwutorowo: budując mieszkania dla Kowalskich i funduszu PRS. Jak podsumuje pan ten rok?
Był on dla nas przełomowy, mamy nowych właścicieli: czeskiego dewelopera Crestyl i polski fundusz private equity Cornerstone. Wcześniej przez 20 lat byliśmy częścią Grupy Budimex. Nie powiem, że to start od zera, bo jesteśmy firmą z dobrym zespołem, ugruntowaną pozycją, dużym portfelem mieszkań w budowie, dużym bankiem ziemi. Mamy jednak dużo więcej wolności. Współpracujemy strategicznie z funduszem PRS Heimstaden, kontrakt ramowy podpisaliśmy rok temu i jesteśmy gdzieś na półmetku. W ciągu roku sprzedaliśmy około 1150 mieszkań klientom indywidualnym.
Maj 2021 a maj 2022 to dwa zupełnie inne światy: w zeszłym roku eksplozja popytu na mieszkania, teraz mamy sytuację odwrotną po wzroście stóp. Jak ocenia pan perspektywy, jak ostre będzie hamowanie?
Jeśli chodzi o klientów, którzy posiłkują się kredytem, jest diametralna różnica. Około 50 proc. naszej sprzedaży zapewniali klienci kredytowi, w maju to bliżej 30 proc., a w czerwcu spodziewam się, że to będzie 20 proc. Nie mamy najzwyczajniej w świecie tylu klientów, bo mieszkania są drogie i coraz mniej osób na nie stać. Cena to jedno, ale chodzi też o fakt, że jeśli ktoś brał kredyt rok temu i miał ratę 2 tys. zł, to dziś ma już 4 tys. zł. Druga sprawa to rekomendacja dotycząca badania zdolności kredytowej. Ta rekomendacja powoduje, że tylko bardzo bogaci mogą się starać o hipotekę i to będzie miało odbicie w sprzedaży mieszkań.
A co z klientami gotówkowymi? Czy przy 13-proc. inflacji zakup lokum to dobry pomysł?