Pierwsza i najważniejsza to „Nienawiść" Stanisława Srokowskiego, czyli zbiór opowiadań, które stanowiły punkt wyjścia dla Wojciecha Smarzowskiego do napisania scenariusza „Wołynia". Po premierze w 2006 r. wyróżniono je Nagrodą im. Józefa Mackiewicza, a ich kontynuację stanowiły nowele z tomu „Strach" wydane w 2014 r.
Chłopiec patrzy na rzeź
Narratorem opowiadań jest najczęściej Zbynio (czasem powraca jako Stasiu), polski chłopczyk, którego w dziecięcym życiu najbardziej zajmują uroki natury. Do reszty zatraca się, gadając do krów i kóz, bawiąc z psem w budzie, a na widok leśnych zwierząt zapomina o bożym świecie. Przyroda pozwala mu na moment oderwać myśli od okrucieństw.
Znajdziemy u Srokowskiego parę znakomitych nowel, choćby „Anioł i gbur" o braciach Ukraińcach, którzy obrócili się przeciwko sobie, albo „Listy" o inżynierze zmuszonym do pomocy UPA czy „Ruskie", w których w subtelny sposób opisano masakrę radzieckich jeńców.
Jednak większość opowiadań poraża drastycznością. Nie każdy czytelnik to zniesie, bo aby literatura była wstrząsająca, czasami nie trzeba naturalizmu. Przykładem jest sposób, w jaki losy Kresowian opisał zmarły niedawno Włodzimierz Odojewski w „Zasypie wszystko, zawieje...". Włos jeżył się na głowie, ale za sprawą metafor i siły obrazów, a nie naturalistycznego zapisu tortur.
W porównaniu ze szczegółowością, z jaką Srokowski przytacza bestialstwo ukraińskich nacjonalistów i oszalałych sąsiadów, nawet Wojciech Smarzowski w filmie wydaje się oszczędnie brutalny. Jednocześnie rozumiem, że Srokowski czuje się powołany, by oddać cierpienia z bolesną szczegółowością. Pisarz, urodzony w 1936 r. w wojwództwie tarnopolskim, w posłowiu „Nienawiści" wspomina, jak cudem ocalał z rzezi, a opisywane historie pochodzą z obserwacji lub z opowieści, które ludzie przynosili do ich wioski.