Reklama
Rozwiń
Reklama

Martin Scorsese o guru sarkazmu

Siedmioodcinkowy serial dokumentalny „Udawaj, że to miasto" reżysera „Taksówkarza" pokazuje Nowy Jork pisarki Fran Lebowitz.

Aktualizacja: 12.01.2021 20:28 Publikacja: 12.01.2021 18:01

Martin Scorsese i Fran Lebowitz w serialu Netfliksa

Martin Scorsese i Fran Lebowitz w serialu Netfliksa

Foto: Netflix

Gdy Scorsese zrobił o Fran Lebowitz pierwszy dokument „Wystąpienie publiczne" (2010), była już legendarną miejską osobistością, której rubrykę w magazynie „Interview" dał niegdyś sam Andy Warhol. Jej specjalnością stało się pisanie o filmach „najlepszych z najgorszych". Do ostrego stylu pasował męski garnitur i kowbojki. Gdy dopadła ją pisarska blokada, grała sędzinę w serialu „Prawo i porządek" oraz w „Wilku z Nowego Jorku".

– Teraz z Fran szukaliśmy takiej formy, by w nowy sposób opowiedzieć jej historię – mówi Scorsese dla „Rolling Stone". – Zaczęliśmy rozmawiać przy widowni, co tydzień w innym teatrze. Ludzie pytali, kłócili się, śmiali.

– Warunkiem było to, że nie znam pytań. I odpowiedzi! – mówi Lebowitz, która uwielbia improwizować. O Nowym Jorku mówi, że to „Pierścień Nibelunga", wielka opera, utrapienie wszech czasów. W filmie powracają David Bowie, New York Dolls, Brigitte Bardot. Bohaterka ujawnia, w zamian za co zaproponował jej e-papierosa Leonardo Di Caprio i dlaczego gonił ją po ulicach jazzman Charles Mingus.

Lebowitz uważa się za jedyną osobę pośród ośmiu milionów nowojorczyków, która porusza się w mieście, patrząc wokół i pod nogi. Czasami prowokacyjnie daje komuś na siebie wpaść, by powiedzieć: „Nie jesteś sam. Staraj się udawać, że to miasto, w którym są inni ludzie".

Nigdy się nie nudzi. Pochłania tysiącami książki i treść płyt na chodnikach, uwieczniających czyjąś działalność, egzystencję pisarzy. Stała się też specjalistką od nowojorskiego szaleństwa. Znajomi psychiatrzy żartują, że ich koledzy z innych miast uczą się 14 lat po to, by słuchać narzekań na żony i mężów. Na Manhattanie ludzie płacą 500 dolarów, żeby narzekać na miejski hałas.

Reklama
Reklama

Lebowitz to urodzona stand-uperka. Jej wspomnienia skrzą się od anegdot. Również o sobie. O tym, jak na premierze „Upiora w operze" spadał na nią żyrandol. Nie rozumie, dlaczego wkurza ludzi: wyraża tylko opinie. „Mnie wkurza tylko to, że nie mogę nic zmienić, choć opinie wypełniają mnie". Krytykuje wszystko: także kwiatki w ulicznych donicach, bo przypominają jej mieszkanie babci. Brakuje zdjęć wnuczków. I łakoci.

Fragment z talk-show Aleca Baldwina przypomina, że gdy przyjechała do Nowego Jorku, zwanego wtedy „horror city" ze względu na skalę przestępstw, nie przeszkadzały jej pomazane autobusy i kieszonkowcy w metrze. Zgłoszenie kradzieży rzeczy z samochodu było wyśmiewane przez policję. Kto zostawia je na widoku?

Aby utrzymać się w mieście, sprzątała, handlowała paskami, prowadziła taksówkę. Podrywając kogoś, pytała: czy masz w domu czynne ogrzewanie, bo było dla niej za drogie. Teraz podchodzą do niej młodzi ludzie i mówią: chcielibyśmy, tak jak ty, żyć w tamtej dekadzie. Odpowiada: ja nie zaczepiałam staruszków i nie mówiłam im, że chcę się przenieść w lata 30.

Mogłaby zostać burmistrzem. Jednak tylko na nocą zmianę.

Film
Nie żyje Robert Duvall, consigliere „Ojca chrzestnego”
Film
Berlinale'26. Burza medialna wokół Wima Wendersa. Arundhati Roy odwołała przyjazd
Film
„Ołowiane dzieci” i straszna wizyta Breżniewa. Czy Polacy będą tak witać Putina?
Film
Nie żyje Bożena Dykiel. Te role przyniosły jej sławę
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama