Jej zdaniem mało prawdopodobne jest, by jakikolwiek powiat chciał rozszerzać godziny pracy aptek dyżurnych ponad te, które zostały zapisane w projekcie. – Za te dodatkowe godziny powiaty musiałby zapłacić z własnego budżetu. Nie sądzę, by się na to decydowały. Jednak danie im takiej możliwości (rozszerzenia godzin pracy ponad ustawowe – red.) było również inicjatywą resortu zdrowia.
Czy nocne i świąteczne dyżury aptek są potrzebne?
Praktyka pokazuje, że problemy z nocnymi i świątecznymi dyżurami aptek są dziś głównie w mniejszych miastach. Dla przykładu, w Warszawie jest obecnie 25 aptek pełniących stałe dyżury w porze nocnej, w niedziele, święta i inne dni wolne od pracy. Najnowsza uchwała w tej sprawie została podjęta 7 listopada ub. r. – Na terenie m.st. Warszawy dyżury są pełnione przez apteki, które chcą i realizują tę usługę od lat – poinformowało nas stołeczne biuro prasowe.
Oczywiście sytuacji w stolicy nie można przenosić na mniejsze miasta. Pytanie tylko, czy mniej lub bardziej zawoalowane zmuszanie aptek do dyżurowania i stosowanie raczej polityki kija, niż marchewki, jest dobrym pomysłem na rozwiązanie problemów pojawiających się np. w Hrubieszowie, Włocławku czy Zielonej Górze. Pytanie numer dwa: czy nocne i świąteczne dyżury aptek są dziś potrzebne? - Nie, nie są. Mówię to z pełną odpowiedzialnością za słowa, od wielu lat – odpowiada Mariusz Politowicz. – W trakcie dyżurów apteki sprzedają najczęściej prezerwatywy, kubki na mocz i testy ciążowe. To nie jest asortyment ratujący zdrowie czy życie. Stanowisko tożsame z moim przedstawiło ministerstwo zdrowia podczas jednego z postępowań sądowych, które dotyczyło m.in. dyżurów aptecznych. Resort wskazał wówczas, że „w sytuacji nagłego zagrożenia zdrowia lub życia, wedle wszelkich zasad prawdopodobieństwa, oraz logicznego rozumowania znajdującego oparcie w doświadczeniu życiowym, pacjent nie uda się do apteki w celu zaopatrzenia się w produkty lecznicze, tylko wezwie karetkę pogotowia lub skieruje się bezpośrednio do szpitalnego oddziału ratunkowego, gdzie zostanie mu udzielona pomoc, w tym zostanie zaopatrzony w niezbędne leki”. To zdanie obala argument o potrzebie dostępu do apteki całodobowej w przypadkach nagłych. Dlatego dziwi mnie, że tezy o potrzebie dyżurów, a nawet ich przymusowości, zawarte w projekcie nowelizacji art. 94 Prawa farmaceutycznego, są logicznie sprzeczne z tym cytatem.
Pytanie o to, na ile apteki czynne całą dobę odpowiadają dziś na rzeczywiste potrzeby mieszkańców zadaliśmy też przedstawicielce Związku Powiatów Polskich. – Trudno na nie jednoznacznie odpowiedzieć – mówi Bernadeta Skóbel. – Z jednej strony mamy bowiem dane dotyczące sprzedaży, które pokazują, że w wielu aptekach ruch podczas dyżurów jest znikomy. Z drugiej – jest nocna i świąteczna opieka zdrowotną oraz pacjenci zgłaszający się na SOR-y. Sama porada lekarska ich nie uleczy. Zdarza się, że po takich wizytach istnieje konieczność podania leków w warunkach pozaszpitalnych. Patrząc więc na to z tej perspektywy, funkcjonowanie aptek dyżurnych ma uzasadnienie. Jeżeli ich nie będzie, może się okazać, że pacjenci nie będą mieli, gdzie zrealizować uzyskanych recept. Oczywiście pojawia się pytanie – a co, jeśli ktoś przyjedzie do apteki z receptą o 2 czy 3 w nocy. Wtedy, w myśl projektu, nie będzie mógł jej zrealizować, ponieważ dyżury apteczne mają trwać tylko do godz. 23. Widać więc tu pewną niekonsekwencję ze strony ministerstwa zdrowia. Zakładam, że proponowane rozwiązanie ma godzić interesy różnych stron. My proponowaliśmy, żeby art. 94 skreślić, MZ stwierdziło, że jest to zbyt ryzykowne. Wydaje mi się, że po prostu trzeba poczekać, aż te rozwiązania wejdą w życie, monitorować sytuację i wtedy po jakimś czasie dokonać ewentualnych zmian.