Teza : Cyfryzacja, zmiany organizacyjne i upowszechnienie pozasądowych metod rozwiązywania sporów rozwiążą większość problemów z niewydolnością sądów
Generalnie zgadzam się, że konieczne jest szeroko rozumiane unowocześnienie polskiego wymiaru sprawiedliwości.
Musi ono być jednak połączone z krytycznym rozważeniem zakresu kognicji sądów i ograniczeniem drogi sądowej do spraw poważnych.
Bardzo wiele spraw, które aktualnie należą do judykatywy – można z powodzeniem rozwiązać w inny sposób, np. przekazując organom administracji publicznej, a nawet instytucjom prywatnym lub w ogóle deregulując. Podobnie jest z zasadą dwuinstancyjności – nie da się „mieć ciastka i zjeść ciastka”, tj. oczekiwać bardzo wysokich standardów procesowych (jakie gwarantuje ustrojodawca w konstytucji) i mieć jednocześnie sprawny, szybki i rzetelny sąd.
Co więcej, jest wiele procedur administracyjnych, w których orzekające organy administracji publicznej doskonale sobie radzą, a jednocześnie strony zachowują liczne oraz realne prawa i gwarancje procesowe – co w praktyce nie zawsze ma miejsce przed sądem powszechnym. Zwłaszcza gdy trafiamy na sąd „zalany” sprawami, stosujący model orzekania „kopiuj–wklej”, gdzie możliwość wypowiedzenia się jest iluzoryczna, a skład orzekający nie ma czasu na analizę pism i składanego materiału dowodowego.
Teza 1: Instytucja skargi nadzwyczajnej powinna być zlikwidowana.
Teza 2: Zlikwidowane powinny być dwie tzw. nowe Izby Sądu Najwyższego: Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych oraz Odpowiedzialności Zawodowej. Ich kompetencje powinny przejąć „stare” izby SN.
Teza : W prokuraturze kluczowa jest zmiana struktur nadzoru i danie szeregowym prokuratorom większej swobody w działaniu
Mam mieszane uczucia. Znam argumenty na rzecz "uniezależnienia" prokuratury i jej "liberalizacji", w tym przyznania swobody prokuratorom oraz zagwarantowania im pozycji zbliżonej do sędziów itd. Mam jednak wrażenie, że jest to często przejaw wishful thinking oraz ideologicznego przywiązania do podziału władzy oraz niezależności instytucji publicznych, kosztem hierarchiczności. Myślę, że - jak zawsze - diabeł tkwi w szczegółach, a sama "swoboda prokuratorów w działaniu" może ograniczyć niektóre dotychczas spotykane nieprawidłowości, jak i być źródłem innych patologii.
Teza 1: Powołania sędziów po 2018 r. powinny być pozbawione mocy prawnej. Tzw. neosędziowie powinni pozostać sędziami i wrócić na poprzednio zajmowane stanowiska
Jest to rozwiązanie ewidentnie sprzeczne z konstytucją i niezależnie od wszelkich towarzyszących mu zastrzeżeń prawnych, niemądre z punktu widzenia państwa. To wyraźny sygnał, że Polska jest krajem niestabilnym, a pełnienie funkcji publicznych sportem wysokiego ryzyka, w którym każda władza po wygranych wyborach, mając szczytne hasła na sztandarach (praworządność, demokratyczne państwo prawne, podział władzy itp.), może zakwestionować decyzje i nominacje z czasów poprzedników.
Teza 2: Tzw. młodzi sędziowie, którzy bezpośrednio przed powołaniem byli asesorami sądowymi, referendarzami albo asystentami sędziów, nie powinni przechodzić weryfikacji.
Teza 3: Wyroki wydane przez neosędziów powinny pozostać w mocy. Uchylone powinny być jedynie wyroki, których ważność strony kwestionowały wcześniej, powołując się na wątpliwy status sędziego.
Teza : Nie da się przywrócić praworządności w sądach szybko, potrzebujemy na to co najmniej trzech lat.
Pomysły typu: "po wyborach odzyskaliśmy praworządność", "przywrócimy praworządność pakietem ustaw" czy "potrzeba trzech lat na przywrócenie praworządności" - dobitnie obrazują miejsce intelektualne, w którym znalazły się krajowe debaty prawników i ich główni uczestnicy.
Gdy słyszę takie wypowiedzi, przypomina mi się sytuacja z Pekinu, gdy w trakcie międzynarodowej konferencji naukowej wiele lat temu, usłyszałem od jednego z chińskich kolegów, że "Chiny nie są jeszcze państwem praworządnym (w którym panuje zasada rule of law), ale zgodnie z decyzją Komunistycznej Partii Chin, staną się nim w roku..." - i tu padła jakaś nieodległa data roczna, której już nie pamiętam. Pomyślałem sobie wówczas, że mój rozmówca nie ma zielonego pojęcia o tym, czym jest rule of law, legalizm, praworządność w ogóle. A na pewno ich nie rozumie i nie czuje.
Praworządność to nie ustawa, pakiet ustaw, konstytucja czy inne formalistyczne instytucje, ale budowane przez dziesięciolecia i setki lat postawy, zachowania i przekonanie wszystkich, w tym urzędników i polityków, że w swojej władzy są ograniczeni, zobligowani do respektowania indywidualnych praw i wolności, a także powściąganie w egzekwowaniu swych kompetencji. A także szacunek do organów władzy publicznej, obowiązującego prawa itd.
Uzasadnianie potrzebą "przywrócenia praworządności" radykalnych postulatów politycznych (choćby ubranych w szatę interpretacji prawniczych lub przepisów prawa) obróci się finalnie przeciwko samej praworządności oraz tym, którzy tak chętnie się na nie powołują.