Wtorkowa awantura w Sejmie swoim klimatem przypomina wydarzenia sprzed kilku lat, gdy doszło do blokady mównicy, a później wielotygodniowej okupacji sali posiedzeń Sejmu. Tym razem zaczęło się od wypowiedzi prowadzącego obrady wicemarszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego. – Z pewną przykrością stwierdzam, że na sali wśród posłów Lewicy i PO są posłowie, którzy mają maseczki ze znakami do złudzenia przypominającymi symbole Hitlerjugend i SS – powiedział przed planowaną na 10.00 informacją minister Marleny Maląg o realizacji programu „Za życiem". Do przepychanek i blokady mównicy doszło w chwili, gdy posłanka Joanna Scheuring-Wielgus chciała złożyć wniosek o procedowanie projektu Lewicy, który zakłada liberalizację zasad legalnej aborcji. Wokół prezesa PiS politycy jego partii utworzyli kordon, a później interweniowała straż marszałkowska. Po kilku minutach opozycja odstąpiła od blokady i posiedzenie Sejmu potoczyło się dalej bez większych przeszkód. Wicemarszałek Terlecki zdążył jednak usunąć z posiedzenie posła Sławomira Nitrasa i Klaudię Jachirę z KO. Decyzję Terleckiego podtrzymała później Komisja Regulaminowa Sejmu.