Reklama
Rozwiń
Reklama

Pacyfikacja kopalni Wujek - Antoni Dudek

Rozmowa: Antoni Dudek, historyk IPN

Publikacja: 16.12.2011 00:53

Pacyfikacja kopalni Wujek - Antoni Dudek

Foto: Rzeczpospolita, Magda Starowieyska Magda Starowieyska

Dziś mija 30. rocznica pacyfikacji kopalni Wujek w Katowicach. Co się właściwie wydarzyło 16 grudnia 1981 roku?

Antoni Dudek:

Najkrócej mówiąc, górnicy postanowili zaprotestować przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego. Oczywiście nie był to jedyny strajk. W całym kraju stanęło kilkadziesiąt zakładów. Jednak to Górny Śląsk był głównym, a zarazem najbardziej uciążliwym dla władz ośrodkiem oporu. Jak wiadomo gospodarka opierała się na węglu. Poza tym górnicy byli najbardziej zdeterminowaną grupą wśród strajkujących: bronili się do końca. Mało kto pamięta o najbardziej skrajnym proteście w kopalniach Ziemowit i Piast, gdzie górnicy protestowali pod ziemią do 28 grudnia.

Reklama
Reklama

Tam jednak nie było pacyfikacji.

Górnicy z Wujka byli najbardziej zdeterminowani i funkcjonariusze ZOMO podjęli decyzję o użyciu broni. Pozostaje pytanie, na jakim szczeblu o tym zdecydowano. Oficjalnie strzelać kazał chorąży Cieślak, który dowodził specjalnym plutonem ZOMO. Jednak główne rozmowy toczyły się między pułkownikiem Wilczyńskim, dowodzącym akcją pacyfikacyjną, a ówczesnym komendantem wojewódzkim milicji w Katowicach pułkownikiem Jerzym Grubą. Nie wydał on polecenia użycia broni, ale też nie nakazał wycofania się. Gdyby to zrobił, nie byłoby tylu ofiar.

A jaką rolę odegrał szyfrogram gen. Kiszczaka?

W dokumencie tym minister spraw wewnętrznych przekazywał swoje uprawnienia dowódcom oddziałów. Innymi słowy dał im prawo do użycia broni, jeśli życie funkcjonariuszy byłoby zagrożone. Rzecz w tym, że generał nie miał prawa tego zrobić, dlatego do dziś toczy się w tej sprawie postępowanie. Ale najistotniejsze jest to, że pacyfikacji można było uniknąć. Wystarczyło otoczyć kopalnię i poczekać, aż strajk się załamie. Jedna z hipotez mówi, że atak ZOMO miał być demonstracją siły i ostrzeżeniem dla innych strajkujących.

Reklama
Reklama

Wszyscy winni zostali ukarani?

Po upadku komunizmu były trzy procesy funkcjonariuszy ZOMO. Trwały długo ze względu na próby zaciemnienia sprawy, m.in. zniszczono broń, z której strzelali zomowcy. W pierwszych dwóch procesach oskarżonych uniewinniono, podając absurdalne tłumaczenie, że nie wiadomo, kto do kogo strzelał. W trzecim procesie wszystkich funkcjonariuszy ZOMO uznano za winnych i skazano. Ale dla historyków ważne jest co innego: opór przeciwko stanowi wojennemu nie załamałby się, gdyby nie spacyfikowano Wujka.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama