Reklama

Antysemicki plakat w kalendarzu Gronkiewicz - Waltz

Antyżydowski plakat znalazł się w kalendarzu wydanym przez magistrat. Urzędnicy nie widzą w nim nic złego

Publikacja: 23.12.2011 20:23

Plakat „Rozwoju” z ok. 1925 r.

Plakat „Rozwoju” z ok. 1925 r.

Foto: KALENDARZ MIASTA STOŁECZNEGO WARSZAWY

Warszawski ratusz przygotował promocyjny kalendarz książkowy na 2012 rok. Zilustrował go przedwojennymi plakatami ze zbiorów Muzeum Plakatu w Wilanowie.

Jeden z nich reklamuje tygodnik "Rozwój". Grafika przedstawia żołnierza, który miotaczem ognia tępi szczury. Gryzonie mają pejsy i jarmułki ozdobione gwiazdą Dawida. Pod rysunkiem czytamy: ""Rozwój" walczy o dobrobyt Polski, propagując solidarność narodową, pracę i organizację żywiołu polskiego; broni Polski przed zalewem żydowskim; łączy wszystkich Polaków pod hasłem "swój do swego po swoje"".

Wydawnictwo słowem wstępnym opatrzyła prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Napisała, że to "kalendarz szczególnej urody, bogato ilustrowany arcydziełami grafiki użytkowej", który przypomina dawną Warszawę. Wertując jego kartki, "możemy poczuć atmosferę dawnych lat".

Publikacjami Biuro Kultury Urzędu m.st. Warszawy obdarowało między innymi współpracujących z nim artystów i organizacje. Na początek nowego roku planowany jest dodruk, bo wszystkie egzemplarze już się rozeszły.

Jeden trafił do rąk Barbary Sułek-Kowalskiej, wykładowcy UW i członkini Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów.

Reklama
Reklama

– W tym kalendarzu jest tyle pięknych fotografii. Nie rozumiem, jak między nimi znalazł się ten plakat – zastanawia się Sułek-Kowalska, która wystosowała w tej sprawie list otwarty do prezydent stolicy.

"Nie śmiem wierzyć, że złożyła Pani swój podpis na wydanym właśnie i wręczanym jako miły upominek Kalendarzu Warszawy 2012, nie przeglądając jego zawartości. Taka lekkomyślność nie przystoi ani prawnikowi, ani urzędnikowi. Nawet wysokiego szczebla" – napisała, dopytując też, jak prezydent miasta mogła wypuścić w świat publikację z reprodukcją plakatu porównującego ludzi do tępionych szczurów.

Czy prezydent widziała kalendarz przed podpisaniem wstępu? – Nie wiem, mnie przy tym nie było – mówi "Rz" Bartosz Milczarczyk, rzecznik stołecznego ratusza. Dodaje, że po telefonie "Rz" publikację obejrzał razem z wiceprezydentem Włodzimierzem Paszyńskim. Niestosowności się nie dopatrzyli. – To plakat antysemicki, ale w doborze ilustracji chodziło o to, żeby pokazać przedwojenną szkołę plakatu i emocje w dawnej Warszawie. Nie oszukujmy się, mamy się czego wstydzić, w tym czasie były silne antysemickie ciągoty – wyjaśnia. – Ta ilustracja nikogo nie zachęci do antysemityzmu. Kalendarz nie trafia do rąk osób o bardzo wąskich horyzontach – argumentuje Milczarczyk.

– Takie plakaty powinny być materiałem dla historyków, a nie elementem kalendarza, który ma promować Warszawę – ripostuje Sułek-Kowalska.

– Jeśli byłby to błąd redakcyjny, a urzędnicy przeoczyli tę ilustrację, tobym zrozumiał – mówi "Rz" Szewach Weiss, były ambasador Izraela w Polsce. – Jeśli ktoś tego broni, jestem tym bardzo zasmucony.

Nie wini jednak prezydent Warszawy, bo – jak mówi – ma ona pozytywny stosunek do Żydów. – Wiem jednak, że wysocy urzędnicy nie zawsze są w stanie przeczytać wszystkiego, co dostają do podpisu. Muszą ufać współpracownikom.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama