W sprawozdaniu finansowym PGL czytamy: „W opinii zarządu odstąpienie przez spółkę od umowy było w pełni skuteczne, a posiadana opinia prawna wskazuje na brak podstaw prawnych do kwestionowania przez stronę niemiecką zarówno skuteczności, jak i zasadności odstąpienia. Po wstępnej analizie pozwu, zdaniem zarządu, nie ma podstaw do zmiany stanowiska odnośnie skuteczności odstąpienia przez spółkę od umowy inwestycyjnej, a pozew jest nieuzasadnioną próbą uzyskania przez CFG nienależnego świadczenia"
Nieoficjalnie wiadomo, że Niemcy wycenili swoje straty z powodu wycofania się PGL na niespełna 60 mln euro. A PGL dowiedziała się o tym 31 lipca – poinformował jako pierwszy portal Pasazer.com. Ani Condor, ani PGL nie informowały o tym opinii publicznej. Jednak niemieckie wystąpienie do sądu zbiegło się w czasie z rynkowymi pogłoskami o pojawieniu się chętnych do przejęcia/fuzji Condora z jakąś inną linią. Najczęściej wymieniany był TUIfly.
PGL zrezygnował z transakcji przejęcia jeszcze w kwietniu, po wybuchu pandemii COVID. Wtedy już było wiadomo, że to właśnie branża lotnicza będzie jedną z tych, które najbardziej ucierpią z powodu rozszerzania się zakażeń. Praktycznie uziemienie regularnych rejsów pasażerskich na 3 miesiące spowodowało, że linie mogły wykonywać jedynie loty cargo i repatriacyjne. I z dnia na dzień traciły gotówkę.
Także w kwietniu, kiedy PGL informowała o rezygnacji z zakupy Condora. Rzeczniczka niemieckiej linii przyznała, że obie firmy nadal ze sobą rozmawiają. Nie ukrywała jednocześnie, że Condor zastanawia się nad pójściem drogą sądową, ale wtedy wszystko wskazywało na to, że rozmowy jednak zakończą się porozumieniem.
– W aktualnej sytuacji nikt nie myśli z zakupach. Dlatego uważam, że proces sprzedaży ruszy najwcześniej z końcem przyszłego roku i w 2022 przedstawimy nowego kupca. Dałbym wtedy nawet LOT-owi drugą szansę – mówi w rozmowie z „Frankfurter Allgemeine Sonntagzeitung" Ralf Teckentrup, prezes zarządu Condora.