Do końca tego roku 100 samochodów dostawczych Ford E-Transit trafi do firmy kurierskiej GLS. Ma to być krok w kierunku jej całkowitej zeroemisyjności, którą GLS chce osiągnąć do 2045 r., a już teraz w sortowniach pod Warszawą oraz w Strykowie pod Łodzią 85 proc. energii wykorzystuje z OZE – biomasy, wody oraz instalacji fotowoltaicznych. – W planach mamy również zwiększenie przy naszych filiach liczby ładowarek elektrycznych – informuje Justyna Glaza, menedżer ds. środowiska w GLS Poland.
Czytaj więcej
Toyota z Suzuki pracują nad minipojazdami dostawczymi o napędzie elektrycznym. Auta pojawią się w...
DHL Express zapowiedziała, że do 2025 r. 60 proc. jej pojazdów kurierskich w Polsce będzie miało napęd elektryczny. Z kolei jeszcze w ub. roku DPD Polska mocno powiększyła flotę elektrycznych vanów, a jej międzynarodowa centrala zobowiązała się do 2025 r. obniżyć emisję o co najmniej 80 proc. w porównaniu z rokiem 2020.
Z raportu zespołu doradców gospodarczych TOR wynika, że elektryczne samochody dostawcze mogą być dodatkowym wsparciem korzystnego wpływu automatów paczkowych na środowisko – jeśli będą do nich dostarczać przesyłki. Taki sposób obsługi paczkomatów ma być najlepszym rozwiązaniem dla masowej logistyki miejskiej, a przykładem ma być Łódź, której władze udostępniły firmie InPost 70 lokalizacji pod paczkomaty, przy których będą stacje ładowania samochodów elektrycznych.
O przestawianiu miejskiego transportu na prąd zdecydują nie tylko względy środowiskowe, ale także ekonomiczne. Według badań Dataforce przeprowadzonych w sześciu krajach odpowiadających za 76 proc. nowych samochodów dostawczych sprzedawanych w Europie (Francja, Niemcy, Włochy, Polska, Hiszpania i Wielka Brytania), elektryczne samochody dostawcze już teraz mają być tańsze w porównaniu z samochodami z silnikiem diesla, co wynika z analizy całkowitego kosztu ich zakupu i eksploatacji. Problemem jest mała podaż tego rodzaju aut, co sprawia, że mają zaledwie 3-proc. udział w sprzedaży dostawczaków.