Reklama

Polski uchodźca Bolek Kalafior

„Biesiadę u hrabiny Kotłubaj" w adaptacji Jana Bończy-Szabłowskiego z gwiazdorską obsadą pokaże w poniedziałek Teatr Telewizji.

Aktualizacja: 15.01.2018 08:50 Publikacja: 14.01.2018 16:51

Wszystkie składniki tej teatralnej uczty są po mistrzowsku dobrane. W roli hrabiny Kotłubaj, która zaprasza na tytułową jarską ucztę, oglądamy dawno niewidzianą Annę Polony. Markizę gra Barbara Krafftówna, pamiętna Iwona z „Iwony księżniczki Burgunda" w 1957 roku. W Barona de Apfelbauma wcielił się Bohdan Łazuka, który ma okazję śpiewać parodie operetkowych arii oraz giąć się w tanecznych piruetach w objęciach Krafftówny i Polony do groteskowej muzyki Jerzego Satanowskiego. Grzegorz Małecki występuje m.in. w roli kucharza Filipa, Piotr Adamczyk zaś – mieszczanina zaproszonego na artystokratyczną ucztę. Robert Gliński wyreżyserował ją w pałacu w Otwocku Wielkim.

Intrygująco wypadł zabieg adaptacyjny Jana Bończy-Szabłowskiego, naszego redakcyjnego kolegi, oparty na kilku perspektywach narracyjnych. Relację z uczty – już we współczesnym kostiumie – zdaje Ricie Gombrowicz przy kawie Piotr Adamczyk-Gombrowicz. Obecność wdowy po pisarzu tworzy oryginalny prywatno-biograficzny kontekst. Nad wszystkim dominuje szyld baru Bakakaj, bo też warstwę literacką spektaklu poza „Biesiadą..." stanowią także inne opowiadania z Gombrowiczowskiego tomu „Bakakaj", fragmenty „Dziennika" i dramatów.

Pojemna metafora

Kulinarna metafora jest dziś jeszcze bardziej pojemna i drapieżna niż przed wojną. Gombrowicza, który pochodził ze średnio zamożnej arystokracji, zawsze śmieszyła sztuczność form społecznych i towarzyskich, budujących jego zdaniem sztuczne hierarchie tego, co w człowieku niskie i wysokie. „Wszak niektóre twarze arystokratów gorsze od dupy, a dupy arystokratów i parobków takie same" – mówi w spektaklu hrabina Kotłubaj. I wie, co mówi, bo i jej genealogiczne drzewo też jest podejrzane, wszak nazywa się Podłubaj. A jednak buduje świat pozorów, jej biesiada zaś ma być rękawicą rzuconą barbarzyństwu.

Niesamowite jest to, że dawne konteksty społeczne rzekomo dawno już przebrzmiałe, a uosabiane przez kulinaria – w miarę wzrostu konsumpcji współczesnych społeczeństw nabrały znowu znaczenia – poprzez kreowanie gwiazd kuchni, poradniki oraz liczne medialne programy. Moda na jedzenie wegeteriańskie, wegańskie czy molekularne stała się nową formą snobizmów, a tym samym pozycjonowania społecznego, zgodnie z zasadą „powiedz mi co jesz, a powiem ci, kim jesteś".

Najciekawsze, że takie czy inne „wielkie żarcie", zastępując rzekomo formy arystokratyczności, a i dawnej duchowości – nie przestaje być przejawem hipokryzji. Kluczem do tej myśli jest w „Biesiadzie..." gra znaczeń pomiędzy jarskim daniem, czyli kalafiorem jedzonym przez smakoszy z dobrego towarzystwa na znak pogardy dla mięsożernych barbarzyńców, a nazwiskiem Kalafior.

Reklama
Reklama

Nosi je Bolek. Biedny chłopiec uciekł z domu, bity przez prymitywnego ojca pijaka, a jego straszny los w finale pokazuje dziś coś więcej niż w czasach premiery opowiadania. To, że sfery biedy, przemocy, a i związanej z nią masowej migracji powiększają się i będą rosnąć. I jakkolwiek byśmy się starali – jesteśmy za to wszyscy obciążeni współodpowiedzialnością, czego nie ukryją maski kolejnych wcieleń politycznej poprawności. To gęba, za którą kryjemy twarz kanibala. Usprawiedliwia nas w pewnym sensie znany fragment z Gombrowiczowskiego „Dziennika": nie da się uratować wszystkich chrząszczy na piaszczystej plaży.

Aplikacja pisarza

„Biesiada u hrabiny Kotłubaj" ukazała się w debiutanckim tomie opowiadań Gombrowicza „Pamiętnik z okresu dojrzewania", pisanym od 1928 roku, a wydrukowanym wiosną 1933 roku przez Wydawnictwo Rój. W powojennej Polsce ukazały się w 1957 roku w Wydawnictwie Literackim pod tytułem „Bakakaj", uzupełnione utworami publikowanymi w czasopismach literackich. Kryminalny charakter opowiadań ma związek z rozpoczętą przez Gombrowicza w 1929 roku aplikacją. Jak przypomina Klementyna Suchanów w znakomitej biografii „Gombrowicz. Ja Geniusz", Witold praktykował u sędziego śledczego, w Sądzie Apelacyjnym i Sądzie Okręgowym.

Przez cztery lata opracowywał materiały policyjne spraw karnych, mających związek m.in. z pedofilią, gwałtami na prostytutkach i szantażami na tle homoerotycznym. Przesłuchiwał podejrzanych w asyście policjantów i pisał debiutanckie utwory również podczas rozpraw. Możliwość wejrzenia w mroki ludzkiej psychiki była z pewnością jedyną zaletą aplikacji, ponieważ cała praktyka była tylko grą pozorów przed ojcem. Ten nie chciał słyszeć o braku fascynacji syna kobietami i utrzymywał go, kiedy w 1929 roku wrócił z katastrofalnego pod względem literackim wyjazdu do Zakopanego.

Gombrowicz, mieszkając w pensjonacie Mirabella, pisał „złą powieść" opartą na „najniższych instynktach i brudach", na czym chciał zarobić „kupę forsy". Dużą rolę miał grać wątek homoseksualny. Pokazał rękopis Stefanii Szuchowej z katolickiego środowiska pisma „Verbum", publikującej wiersze dla dzieci w „Płomyczku" i „Płomyku". Po lekturze „literackiego świerszczyka" powiedziała: „Niech pan to spali". Tak też się stało.

Inny gość Mirabelli,Tadeusz Breza, w przyszłości prozaik i dyplomata, wspominał, że Gombrowicz był wówczas nieśmiały, zamknięty. Jako pisarz i człowiek poczuł się pewnie dopiero jako autor „Pamiętnika z okresu dojrzewania", w tym „Biesiady u hrabiny Kotłubaj".

Teatr
„Albo jesteś pod Putinem, albo z nim walczysz”. Rosyjski reżyser Iwan Wyrypajew dla „Rzeczpospolitej”
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Teatr
Spektakl na czwartą rocznicę agresji Rosji na Ukrainę
Teatr
Komisja programu Teatr Ministerstwa Kultury poszła drogą wykluczeń. Niszowi eksperci sabotują festiwale
Teatr
Rzeź kilku czołowych festiwali w Instytucie Teatralnym
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama