Reklama
Rozwiń
Reklama

Plantatorzy tytoniu na bezrobocie?

Jeśli UE wprowadzi dyrektywę, tylko w Małopolsce pracę mogą stracić tysiące osób – alarmują rolnicy

Publikacja: 21.06.2011 01:43

Na plantacjach tytoniu (na zdjęciu we wsi Zbereże na Lubelszczyźnie) pracuje w Polsce ok. 60 tys. os

Na plantacjach tytoniu (na zdjęciu we wsi Zbereże na Lubelszczyźnie) pracuje w Polsce ok. 60 tys. osób

Foto: EAST NEWS

W okolicach Proszowic, w małopolskim zagłębiu tytoniowym, z jego uprawy od pokoleń żyją całe rodziny.

– Mamy tu około tysiąca takich gospodarstw, a pracuje w nich ok. 4 tys. osób, bo to pracochłonna uprawa – mówi Przemysław Noworyta, dyrektor Polskiego Związku Plantatorów Tytoniu. – Jeśli w 2012 r. wejdzie w życie proponowana przez Komisję Europejską dyrektywa, dotknie 40 proc. z ok. 60 tys. plantatorów tytoniu i robotników sezonowych w naszym kraju, a także nawet pół miliona detalistów, którzy sprzedają wyroby tytoniowe. A budżet państwa ma z tego tytułu 20 mld zł rocznych wpływów.

Bez cukru – plajta

Nowe przepisy przewidują zakaz stosowania dodatków podczas produkcji wyrobów tytoniowych.

A w Małopolsce, gdzie uprawia się odmianę Burley, do tytoniu trzeba dodawać cukier. Powód? – Liście podczas suszenia ten cukier tracą i bez jego uzupełnienia nie nadają się do produkcji papierosów – tłumaczą plantatorzy.

– Burley wymaga dodatków. A uprawianie innej odmiany, Virginii, na naszych żyznych glebach jest niemożliwe – mówi Edyta Pabian z podkrakowskiego Bobina, której rodzina  uprawia tytoń na 4 ha. – W normalnym roku powinniśmy z tego zebrać ok. 15 ton. To pewne pieniądze, stałe umowy z Philipem Morrisem, a przy wahaniach cen innych produktów rolnych czasem ostatnia deska ratunku dla wielu gospodarstw. U nas wszyscy z dziada pradziada  żyją z tytoniu. Kredyty trzeba przecież z czegoś spłacać.

Reklama
Reklama

Plantatorzy żalą się, że już i tak stracili dotacje unijne do upraw tytoniu, bo Wspólnota coraz intensywniej walczy z nałogiem palenia. – Zagrożenie utraty zajęcia przez naszych plantatorów jest realne. Wprawdzie dyrektywa zakazująca m.in. stosowania dodatków będzie gotowa dopiero w 2012 r., ale już trzeba myśleć o przekwalifikowaniu gospodarstw – twierdzi Bogusław Sonik, europoseł PO z Małopolski. – W przypadku małych, rodzinnych gospodarstw spod Proszowic to niełatwe. Można się jednak na takie przekwalifikowanie starać o pieniądze z Unii.

Czy skorzystają Chiny

Według Sonika polscy politycy powinni się upominać o tytoniowe interesy. – Okolice Proszowic to „bastion" PSL. Minister rolnictwa ma tu pole do popisu – podpowiada.

Sejmowa Komisja Rolnictwa już w maju wyraziła dezaprobatę dla zmian proponowanych w obecnie obowiązującej dyrektywie tytoniowej. Jej zdaniem nie doprowadzi ona do spadku liczby palaczy poprzez wyeliminowanie dodatków do tytoniu czy zakaz ekspozycji papierosów w punktach sprzedaży.

Przemysław Noworyta uważa, że nowe regulacje będą raczej oznaczać otwarcie europejskiego rynku dla tytoniu z Chin i krajów Trzeciego Świata oraz poszukiwanie przez palaczy papierosów z przemytu. – Chcemy jednoznacznego stanowiska premiera, że będzie bronił naszych interesów na forum europejskim – mówi szef Polskiego Związku Plantatorów Tytoniu.

Jest o co walczyć, bo Polska to drugi po Włoszech producent tytoniu w Europie. W 2010 r. wartość eksportu polskich wyrobów tytoniowych wyniosła ponad miliard euro.

Uprawą tytoniu zajmuje się u nas ok. 14 tys. gospodarstw. Są zwykle małe – średnia powierzchnia to ok. 1,2 ha. Uprawa daje zajęcie całym rodzinom.

Reklama
Reklama

Małopolscy politycy też domagają się od rządu jasnego stanowiska. Sprawą ma się zająć 30 czerwca w trakcie posiedzenia komisji budżetu Sejmik Województwa Małopolskiego. Rozważa przyjęcie rezolucji wzywającej polskie władze do sprzeciwu wobec zmian dyrektywy tytoniowej.

Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki e.losinska@rp.pl

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Społeczeństwo
Sondaż: Nie chcemy już zmieniać czasu dwa razy do roku
Społeczeństwo
Nawet minus 20 stopni Celsjusza. Przed nami zimowy początek tygodnia
Społeczeństwo
Stolica wandali. Małe szanse, że sprawcy zapłacą za zniszczenia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama