Jego pojmowanie łączy wspólnotę, która nie istnieje bez wspólnych wartości. Trudno zresztą oddzielić dobro wspólnoty od dobra jednostki. W obiegowej opinii dominuje dziś pogląd, że jesteśmy – mamy prawo być – samoistnymi monadami, które mają żyć według swoich zasad. To nonsens. Człowiek nie jest samotny. Samotny może być, jak mówił Artystoteles, Bóg lub zwierzę.
Człowiek, aspirując do boskości, dziwnie stacza się w zwierzęcość. Wolność indywidualna jest osiągnięciem, ale i zagrożeniem, mogącym mieć destrukcyjny wpływ na społeczeństwo. Dlatego nie podzielam zachwytów nad tym, że mamy „emancypować" człowieka od kolejnych kulturowych uwarunkowań. To przypomina konsekwentne obieranie cebuli, które wiadomo, jak się kończy.