Około 50 studentów od piątku okupuje poznański akademik Jowita. Uczelnia, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza, chce go zamknąć i być może sprzedać. A za uzyskane pieniądze wybudować nowy. Na to wszystko trzeba czasu, a studenci muszą mieć, gdzie mieszkać, bo ceny najmu na wolnym rynku są horrendalnie wysokie i zdecydowanie nie na studencką kieszeń. Uniwersytet jest obecnie w stanie zapewnić lokum dla co 20. studenta.
Jak wynika z wyliczeń przygotowanych przez Związek Banków Polskich „Portfel studenta”, osoby studiujące na utrzymanie potrzebują 3867 zł. To dużo, dlatego od początku roku akademickiego pojawiają się informacje o studentach, którzy ledwo wiążą koniec z końcem. Najbardziej drastyczny przypadek dotyczył studenta malarstwa, który mieszkał w samochodzie zaparkowanym na jednym z krakowskich parkingów. Nie stać go było na wynajem pokoju. Pamiętamy także o studentach Uniwersytetu Warszawskiego, którzy w ramach protestu przeciwko problemom mieszkaniowym zdecydowali się spędzić noc w całodobowo czynnej Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego.
Czytaj więcej
Szymon Hołownia obiecał młodzieży obniżenie wieku wyborczego w Polsce do 16 lat. Coraz więcej krajów daje 16 i 17-latkom prawo do wybierania swoich przedstawicieli w parlamentach.
Władze wszystkich uczelni rozkładają ręce i mówią, że zapewnienie lokum dla studentów przekracza ich możliwości. Także UAM tłumaczy, że muszą zamknąć akademik Jowita, bo jego użytkowanie z uwagi na stan techniczny jest niebezpieczne. Czemu go nie wyremontowano? Uczelnia zapewnia, że dwukrotnie zwracała się do Ministerstwa Edukacji i Nauki z wnioskiem o dofinansowanie remontu i za każdym razem go odrzucano. Teraz władze poznańskiej uczelni liczą, że nowy rząd będzie im przychylniejszy – dlatego zdecydowano o zawieszeniu sprzedaży Jowity.
Skąd niechęć do wspierania trudnego losu studentów? Być może z przekonania, że ich sytuacja finansowa jest bardzo dobra. „Przeciętny żak wynajmuje pokój w mieszkaniu, zrzuca się na Netflixa, zamiast 16 złotych na jeden bilet do kina wydaje „na mieście” ponad 300 złotych, a także myśli o takich sprawach jak swoje zdrowie (ponad 200 złotych) i ciuchy (170 zł). Bierze także prysznic (w wydatkach jego kolegi z 2016 roku nie było budżetu na kosmetyki)” – napisał w portalu X (dawny Twitter) polityk PiS Janusz Cieszyński. I tłumaczył, że w 2016 r. przeciętny student „mieszkał w najtańszym pokoju w akademiku, jadł w barze mlecznym lub stołówce i wypijał miesięcznie dwa piwa”. Swoje wpisy oparł również na raporcie ZBP.