Nie wierzę w przypadkowe zbiegi okoliczności. A już zwłaszcza w to, że nie ma głębszego znaczenia fakt, iż „papieskie marsze” odbyły się właśnie w Niedzielę Palmową. Że możemy tylko wzruszyć ramionami na to, że rocznica śmierci Jana Pawła II wypadła w roku, w którym wydarzyło się wokół tej postaci wszystko, co się wydarzyło tego akurat dnia. Na początku Wielkiego Tygodnia, spotkania w ramach jednej liturgii triumfalnego wjazdu Chrystusa do Jerozolimy z czytaniem opisu Jego męki i śmierci. Dwóch wydarzeń, w których drugoplanową, ale kluczową rolę odgrywa tłum. Ten okrzykujący Jezusa królem i ledwie kilka dni później domagający się Jego ukrzyżowania.