To tragiczna konstatacja, że nasza polityka zagraniczna jest dziś kreowana głównie na użytek wewnętrzny, a nie dla budowania międzynarodowej siły Polski i tworzenia warunków jej długoterminowego bezpieczeństwa. Jeżeli oceniać z tej perspektywy wypowiedzi znaczących postaci prawicowego życia politycznego, to wiele kwestii staje się bardziej zrozumiałych, co nie oznacza, że stosowanie tej pokrętnej logiki jest dla nich usprawiedliwieniem.
Trudno uwierzyć, by Jan Parys, autor artykułu "Polityka Niemiec nieszczęściem dla Europy" („Rzeczpospolita”, 11 sierpnia), kierował swoje opinie tylko do odbiorców zewnętrznych i nie dostrzegał ich serwilistycznego powiązania z polityką wewnętrzną prowadzoną przez układ rządzący dziś Polską. Jesteśmy przekonywani, że budowanie od siedmiu lat antagonistycznych relacji z silnym sąsiadem z zachodu jest skutkiem, a nie przyczyną rzekomej niechęci Niemców do normalizacji oraz dążeniem do wasalizacji Polski. W swoim artykule autor rzuca gołosłownie wiele oskarżeń, udając, że nie widzi krajowych przyczyn określonych wyroków trybunałów unijnych (a nie urzędników, jak twierdzi) oraz że mniejsze państwa należy chronić przed niemieckim nacjonalizmem.