Straszak wojny jądrowej nie może paraliżować Zachodu. Tym bardziej że można jeszcze zwiększyć ból ekonomiczny Rosji, który przełożyłby się na zmiany na Kremlu. Współzależność energetyczna UE i Rosji to zjawisko odwracalne. Optymistyczne prognozy sugerują, że jesteśmy w stanie porzucić rosyjski gaz w rok, a niektóre kraje deklarują gotowość do zrobienia tego od ręki, jak Polska czy Litwa, cieszące się terminalami LNG.
Europejczycy muszą zabezpieczyć własne moce wytwórcze, czyli jak najwięcej elektrowni do dyspozycji na czas kryzysu energetycznego, gospodarczego i społecznego. Musimy napędzać naszą gospodarkę bez przerw w dostawach, a będzie ona potrzebowała coraz więcej energii, choćby ze względu na rosnącą liczbę uchodźców. Nie ma mowy o zamykaniu węgla ani atomu, które wciąż są do dyspozycji. To dlatego Polska będzie reanimować trupy węglowe, Niemcy zastanawiają się nad utrzymaniem atomu, a komisarz Frans Timmermans przyznaje, że utrzymanie dłużej czarnego węgla w energetyce pod warunkiem późniejszego przeskoczenia na odnawialne źródła energii z pominięciem okresu przejściowego na gazie będzie zgodne z celami polityki klimatycznej przy jednoczesnym zabezpieczeniu dostaw.
Czytaj więcej
- Mogę po raz kolejny wezwać naszych partnerów europejskich do wdrożenia odważnego pakietu sankcji, miażdżącego pakietu sankcji, który będzie naprawdę bolesny i odczuwalny, dotkliwy i dolegliwy dla gospodarki rosyjskiej - mówił premier Mateusz Morawiecki.
Unia popełniła błąd, uzależniając się od gazu z Rosji na ścieżce transformacji energetycznej. Widać to po tym, jak trędowaty stał się projekt Nord Stream 2 po fali sankcji Zachodu. Ale sama ścieżka nie była błędna. Błędem było wykorzystanie gazu jako paliwa przejściowego, bo w czasach pokoju jawił się jako łatwo dostępny i tani surowiec, nieraz stawiany w opozycji do rzekomo drogiego i trudnego do wybudowania atomu. Atak Rosji na Ukrainę przyniósł otrzeźwienie. Rośnie „klub jądrowy” w Europie, a jego prominentnym członkiem jest Polska pragnąca mieć pierwszy reaktor w 2033 r.
Tymczasem gaz notuje kolejne rekordy cenowe, choć nie zaczęło się to wraz z inwazją, tylko trwa już od wakacji 2021 r., kiedy Gazprom rozpoczął wojnę gazową przeciwko Europejczykom, a dziś można się zastanawiać, czy nie był to element przygotowań do ataku na Kijów.