Wieszczu Herbercie, w Polandii retoryka kartoflano – parciana wciąż trzyma nas w żelaznej obręczy. „Łańcuchy tautologii, parę pojęć jak cepy (...), żadnej dystynkcji w rozumowaniu, składnia pozbawiona urody koniunktiwu"- jest jakeś rzekł.
„Ja sama niekiedy, powiem wam szczerze, mimo że jestem w parlamencie od kilku lat, ale czytam pisma, które otrzymuje moja mama, moi najbliżsi i oni, przynosząc te pisma, mówią: no, ale właściwie, o co chodzi?" – tak finezyjnie zapewnia się naród, tym razem, o potrzebie kształcenia językowego. Teraz już szczerze, z pozycji kumpeli, która wysoko zaszła i czyta, mimo że jest w parlamencie od kilku lat. „Ona sama" czyta! Jako czuła córka i krewniaczka czyta pisma, które „otrzymuje moi najbliżsi". Po stokroć, Mistrzu Herbercie! Gdybyż nas choć „lepiej i piękniej kuszono"!