Kierowca nie ponosi winy za to, że nie respektuje znaku, którego nie widział, bo dostrzec nie mógł – uznał Sąd Rejonowy dla Warszawy-Woli. Tym samym przyznał rację kierowcy, którego auto kilka miesięcy temu odholowano z jednej z ulic na warszawskiej Woli.
– Mężczyzna odmówił przyjęcia 300 zł mandatu za parkowanie na zakazie zatrzymywania się, ale ponad 500 zł musiał zapłacić, by odebrać samochód z parkingu. Teraz będzie dochodził ich zwrotu – mówi radca prawny Michał Kosiarski, jego pełnomocnik.
Sąd też się dziwi
W sądzie czekają już podobne sprawy. Problem w tym, że kierowca zaparkował przodem do znaku zakazu ustawionego tyłem do niego, więc nie miał szansy go zobaczyć.
– Nie może za to ponosić winy ani kary – uzasadniał wyrok sąd. Oglądając dokumentację fotograficzną sprawy, sam nie krył zdziwienia usytuowaniem znaku.
Takich spraw w ostatnich miesiącach w większych miastach jest coraz więcej. Kierowcy coraz częściej odmawiają przyjęcia mandatów: kiedyś było to zaledwie 3 proc. złapanych na popełnieniu wykroczenia; dziś ponad 20 proc. Na przykład w Bydgoszczy w 2012 r. policja wystawiła 44,5 tys. mandatów; przyjęcia ich odmówiło 5 tys. kierowców; dwa lata później mandatów było 10 tys. więcej, a 3 tys. kierowców więcej odmówiło ich przyjęcia.