Reklama
Rozwiń
Reklama

Niewidoczny znak drogowy a mandat

Coraz więcej osób odmawia przyjęcia mandatu, idzie do sądu i wygrywa.

Aktualizacja: 31.03.2015 07:28 Publikacja: 31.03.2015 00:01

Jeśli znak zakazu jest niewidoczny dla kierowcy, nie można karać za jego złamanie

Jeśli znak zakazu jest niewidoczny dla kierowcy, nie można karać za jego złamanie

Foto: Fotorzepa/Waldemar Kompala

Kierowca nie ponosi winy za to, że nie respektuje znaku, którego nie widział, bo dostrzec nie mógł – uznał Sąd Rejonowy dla Warszawy-Woli. Tym samym przyznał rację kierowcy, którego auto kilka miesięcy temu odholowano z jednej z ulic na warszawskiej Woli.

– Mężczyzna odmówił przyjęcia 300 zł mandatu za parkowanie na zakazie zatrzymywania się, ale ponad 500 zł musiał zapłacić, by odebrać samochód z parkingu. Teraz będzie dochodził ich zwrotu – mówi radca prawny Michał Kosiarski, jego pełnomocnik.

Sąd też się dziwi

W sądzie czekają już podobne sprawy. Problem w tym, że kierowca zaparkował przodem do znaku zakazu ustawionego tyłem do niego, więc nie miał szansy go zobaczyć.

– Nie może za to ponosić winy ani kary – uzasadniał wyrok sąd. Oglądając dokumentację fotograficzną sprawy, sam nie krył zdziwienia usytuowaniem znaku.

Takich spraw w ostatnich miesiącach w większych miastach jest coraz więcej. Kierowcy coraz częściej odmawiają przyjęcia mandatów: kiedyś było to zaledwie 3 proc. złapanych na popełnieniu wykroczenia; dziś ponad 20 proc. Na przykład w Bydgoszczy w 2012 r. policja wystawiła 44,5 tys. mandatów; przyjęcia ich odmówiło 5 tys. kierowców; dwa lata później mandatów było 10 tys. więcej, a 3 tys. kierowców więcej odmówiło ich przyjęcia.

Reklama
Reklama

– Częste zmiany organizacji ruchu sprawiają, że na drogach pojawiają się nowe znaki – tłumaczy Maciej Zadrożny, specjalista do spraw organizacji ruchu.

Stoi bo stoi

Przykład? Ulica na warszawskiej Woli. Z jednej strony jest zamknięta, a kończy ją niewielka zatoczka. I właśnie na końcu tej zatoczki pojawił się znak zakazu zatrzymywania się z tabliczką informacyjną dla łamiących go, że autom grozi odholowanie na parking. Znak jest dla kierowców niewidoczny, bo stoi tyłem do ulicy, którą jeżdżą auta, i przodem do chodnika, z którego wjazdu nie ma. Widzą go więc tylko piesi, których on nie dotyczy.

Kiedy zapytaliśmy w Urzędzie Dzielnicy Warszawa-Wola, który znak umieścił, o powód ustawienia znaku wyjaśniono nam, że pojawił się w związku ze zmianą organizacji ruchu i uruchomieniem strefy płatnego parkowania w tym miejscu. Zakaz zatrzymywania się to dotkliwy dla kierowców znak.

– Nie powinno się przesadzać z jego stawianiem – mówi Janusz Sobiech, specjalista do spraw bezpieczeństwa ruchu drogowego. Dodaje, że tabliczka T-24 informująca o odholowywaniu powinna być używana jeszcze oszczędniej, a sam znak, jeśli już został ustawiony, ma być widoczny dla kierowców, a na dłuższym odcinku wręcz powtórzony. Dopiero w takiej sytuacji można kierowcy zarzucać świadome popełnienie wykroczenia i za to go karać.

Minister transportu w rozporządzeniu w sprawie znaków i sygnałów drogowych zarezerwował go dla miejsc, w których znajdują się np. banki, sądy albo w których pozostawienie auta może powodować istotne zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Co mają zrobić setki kierowców, którzy za hol już zapłacili, ale nie zgadzają się z ustawieniem znaku i kwestionują jego widoczność?

Reklama
Reklama

– Mogą pozwać miasto o bezprawne usuwanie pojazdów – mówi „Rzeczpospolitej" adwokat Łukasz Zalesiński. W lepszej sytuacji są ci, którzy odmówili przyjęcia mandatu. Ich sprawy trafią do sądów, a tam kierowcy będą mogli udowodnić swoje racje.

Reakcja rynku

Wobec coraz częstszych przypadków wystawania mandatów rośnie opór społeczny. Na stronach internetowych znaleźć można wzory odwołań do sądu. Inna, założona wcześniej strona podobną aplikację udostępnia komercyjnie. Tam wzory pism procesowych, które ułatwią sądową batalię, można pobrać za 30 złotych. Coraz częściej kierowcy sięgają po pomoc profesjonalnych pełnomocników.

– Znam kilku adwokatów i radców prawnych, którzy dwa lata temu zdali egzamin i wręcz wyspecjalizowali się w sprawach wykroczeń drogowych. Mają kilku klientów dziennie, niedługo, kiedy mandaty podrożeją, będzie ich jeszcze więcej – mówi Jarosław Laskowski, adwokat.

Sygn. akt: V W 2748/14

Krajowy System e-Faktur (KSeF)
Pierwsze kroki w KSeF. Poradnik „Rzeczpospolitej” dla małych przedsiębiorców
Zawody prawnicze
Komornik przemówi ludzkim głosem. „Trzeciodłużnik” przestanie straszyć
Samorząd
W kominkach można palić, ale nie wszędzie i nie we wszystkich
Praca, Emerytury i renty
Emerytury i renty w górę. Podwyżka będzie wyższa niż zakładał rząd
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama