Reklama

Mandat z fotoradaru: właściciel płaci podwójnie za błędne wskazanie kierowcy

Są już pierwsze sprawy karne właścicieli aut, którzy bez obejrzenia zdjęcia błędnie wskazali kierowców.
Kierowcy skarżą się, że nawet jeśli chcą wskazać faktycznego sprawcę wykroczenia, nie mogą tego zrob

Kierowcy skarżą się, że nawet jeśli chcą wskazać faktycznego sprawcę wykroczenia, nie mogą tego zrobić, bo nie mają szansy go rozpoznać.

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek

Anna B., mieszkanka Wieliczki, dostała od straży miejskiej informację, że jej samochód został przyłapany przez fotoradar na przekroczeniu prędkości. Przyznała się do winy i zgodziła na zaproponowany mandat (200 zł) i 6 punktów karnych.

Ale na tym nie koniec. Od straży dostała kolejne pismo z wezwaniem i zdjęciem, na którym wyraźnie widać, że za kierownicą siedzi mężczyzna (jej mąż, który zmieniał ją w prowadzeniu auta).

Teraz kobieta jest podejrzana o składanie fałszywych zeznań i wprowadzenie w błąd organu uprawnionego do kontroli prędkości. A za to grozi już kara do trzech lat więzienia i grzywna.

147,5 tys. mandatów za zbyt szybką jazdę wystawiła ITD w 2012 r.

Około 10 mln Polaków ma prawo jazdy. Na drogach pilnuje ich 500 stacjonarnych fotoradarów. Ponad połowa należy do Inspekcji Transportu Drogowego, reszta do straży gminnych. Dziennie jedno urządzenie robi kilkaset zdjęć aut przekraczających prędkość. Jedna trzecia właścicieli aut wezwanych do złożenia oświadczenia o tym, kto prowadził, odmawia wskazania kierowcy.

Reklama
Reklama

Ani ITD, ani straż miejska do przesyłki mandatowej nie dołącza zdjęć. Właściciel auta, z którego korzysta kilku domowników, dostając po miesiącu czy dwóch przesyłkę, ma dwa wyjścia. Albo jest pewien, że to on prowadził, i przyjmuje mandat na siebie, albo wskazuje osobę, która tego dnia i o tej godzinie najprawdopodobniej prowadziła jego auto, i to ona bierze na siebie winę za wykroczenie.

Problem pojawia się, gdy po sprawdzeniu w Centralnej Ewidencji Ludności wiarygodności podpisu i wizerunku okazuje się, że to zdjęcie innej osoby niż tej, która się przyznała i złożyła oświadczenie. Tak właśnie było w przypadku pani Anny.

– To niedopuszczalne, żeby prawo było tak nieprecyzyjne i działało wbrew obywatelowi – uważa Włodzimierz Zientarski, prezes Stowarzyszenia Kierowca.pl

Podobnie uważają prof. Irena Lipowicz, rzecznik praw obywatelskich, i Andrzej Seremet, prokurator generalny. – Zanim właściciel wskaże winnego kierowcę, powinien mieć szansę obejrzeć zdjęcie – wskazują.

Prof. Ryszard Stefański, specjalista w sprawach wykroczeniowych, jest zdania, że straż i inspekcja nie wysyłają zdjęć, bo oszczędzają na ich druku, obróbce i wysyłce.

– Powód jest zupełnie inny – uważa dr Janusz Machowski, ekspert w sprawach wykroczeniowych. – Okazywanie zdjęć dopiero w sądzie i sprawdzanie wiarygodności osób przyznających się do wykroczenia ma ukrócić handel punktami karnymi, który kwitnie w Internecie. Kiedy właściciel od razu zobaczy, że zdjęcie jest niewyraźne, może wskazać osobę z rodziny, która prawo jazdy ma, ale go nie używa, albo sprzedać punkty w sieci.

Reklama
Reklama

Mandat z fotoradaru to za mało. Dopłacisz za wskazanie kierowcy

Podatki
Przelewu od żony lub męża nie musisz zgłaszać. Ale są wyjątki
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Prawo drogowe
Duże zmiany dla kierowców. Pojawi się nowa przesłanka zatrzymania prawa jazdy
Prawo w Polsce
Będzie nowy obowiązek dla właścicieli psów. Rząd przyjął projekt ustawy
Praca, Emerytury i renty
13. emerytura nie dla każdego. Ci seniorzy nie otrzymają świadczenia
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama