Jan Maciejewski: Rozwód z rzeczywistością

Internetu nie wynalazła amerykańska armia. Decyzję o jego powstaniu podjął Charles Baudelaire.

Publikacja: 04.04.2025 14:10

Jan Maciejewski: Rozwód z rzeczywistością

Foto: Fotorzepa/Robert Gardziński

Wynalazki nie zmieniają świata. Każdy z nich jest tylko ostateczną realizacją pomysłu, który zrodził się dużo wcześniej. Winić lub wielbić technikę, przypisywać Edisonom tego świata zasługi albo obciążać ich odpowiedzialnością – to jak w relacjonowaniu działań wojennych skupiać się na szeregowych żołnierzach, zapominając o istnieniu sztabów generalnych. Oni tylko wykonują – rozkaz idzie z góry. Jakieś pragnienie, jakiś lęk, niepewność czy wręcz przeciwnie – diabelska pycha. Każde z nich wychodzi najpierw z ust i spod palców poetów i filozofów. Wszystkie „udogodnienia” są na początku wzniosłą frazą. „Ojcowie” pokrywają się kurzem w antykwariatach, podczas gdy ich „dzieci” dopiero zaczynają mościć się na półkach sklepów ze sprzętem RTV.

Czytaj więcej

Jan Maciejewski: Moment Aecjusza

Na początku była nuda

A chyba nigdzie indziej nie widać tej zależności lepiej niż w przypadku internetu. Wsadza nam się od małego do głowy, że za całym tym zamieszaniem stoi amerykańska armia czy może jakieś inne, równie poważnie i groźnie wyglądające siły. A tymczasem – na początku była nuda. Gdzieś między końcem XIX a początkiem XX wieku świat zaczął się wydawać tym, którym dano prawo wygłaszać sądy na jego temat, artystom i filozofom, zwyczajnie rozczarowujący. A skoro rzeczywistość zaczęła ich nużyć, postanowili wziąć z nią rozwód. Z pomocą pospieszyły nie tylko substancje psychoaktywne, ale też ich kulturowy odpowiednik – modernizm.

Nurt (myślenia, pisania, malowania, komponowania etc.) zrodzony z pogoni za dwiema od tej pory nadrzędnymi wartościami. Sztucznością i sensacją.

Sztuczny świat skazany jest na wieczną nowość. I co się z tym wiąże – pogłębiającą się sztuczność. Coś, co w świecie starych pojęć moglibyśmy nazwać „kolejnymi piętrami kłamstwa”. Ale jeśli ktoś za to odpowiada, to nie Elon Musk czy Mark Zuckerberg. 

Zachodnia kultura stała się w tym momencie więźniem pewnego filmu, który zaciągając się przemyconą do zakładu karnego metamfetaminą, wzdychał z rozkoszą – „przynajmniej głowa jest gdzie indziej”. Jeśli już nasze ciała są „osadzone”, jeżeli przyjście na świat równa się odsiadce dożywotniego wyroku w więzieniu rzeczywistości, to uwolnijmy chociaż myśli. Napełnijmy głowę złudzeniem prawdziwszym od prawdy. Twórzmy obrazy, które nie będą potrzebowały pierwowzorów. I czcijmy je. Oddajmy im hołdy należne bóstwom rzek i lasów. Sztuczne światy siłą rzeczy przechodzić muszą w sztuczne raje, granica między nimi zaciera się na każdym kroku. Są przecież ponad, wyżej niż rzeczywistość, w której uwięziono ich twórców. Sztuka totalna, całkowicie sztuczna – taka, która obywa się bez świata, który mogłaby odbijać i celebrować. Taka, która nie dodaje, nie rozwija dzieła stworzenia, ale zaczyna je od początku. To pierwszy i ostatni krok w przepaść, na dnie której znajduje się sztuczna inteligencja. Proces tworzenia obywający się już nie tylko bez świata, ale i twórcy. Całkowicie wsobny, „uwewnętrzniony”; absolutnie sztuczny.

Czytaj więcej

Jan Maciejewski: Powaga życia

Sztuczny świat skazany jest na wieczną nowość

Ale też proces fabrykacji, wymyślania świata na nowo, kreowania go ex nihilo, nigdy nie może się zatrzymać. Sztuczność jest jak wdech, sensacja – wydech. Kwiaty zła są zawsze cięte. I jako takie – szybko usychają. Gleba, korzeń, słońce, deszcz, rytm natury – to wszystko jest takie nienowoczesne. Modernizm goni za nowością, a każda kolejna musi być bardziej ekscytująca od poprzedniej. Nic nie starzeje się równie szybko jak awangarda. Nic nie jest nudniejsze niż wczorajsza sensacja. „Et puis? Et puis encore” („Co dalej? Co następne?”) – powtarza jeden z bohaterów Baudelaire’a. I jest to jedno z tych pobrzmiewających w tle każdego algorytmu zawołań. Dajcie mi tego więcej. Dajcie mi to mocniejsze. I sekundę później: tego już nie chcę. Dajcie mi coś nowego.

Sztuczny świat skazany jest na wieczną nowość. I co się z tym wiąże – pogłębiającą się sztuczność. Coś, co w świecie starych pojęć moglibyśmy nazwać „kolejnymi piętrami kłamstwa”. Ale jeśli ktoś za to odpowiada, to nie Elon Musk czy Mark Zuckerberg. Skoro mamy już koniecznie bawić się we wskazywanie winnego, to prędzej szukałbym go między Charles’em Baudelaire’em a Jamesem Joyce’em. Tymi, którzy wydali rozkaz i w naszym imieniu wzięli rozwód z rzeczywistością.

Wynalazki nie zmieniają świata. Każdy z nich jest tylko ostateczną realizacją pomysłu, który zrodził się dużo wcześniej. Winić lub wielbić technikę, przypisywać Edisonom tego świata zasługi albo obciążać ich odpowiedzialnością – to jak w relacjonowaniu działań wojennych skupiać się na szeregowych żołnierzach, zapominając o istnieniu sztabów generalnych. Oni tylko wykonują – rozkaz idzie z góry. Jakieś pragnienie, jakiś lęk, niepewność czy wręcz przeciwnie – diabelska pycha. Każde z nich wychodzi najpierw z ust i spod palców poetów i filozofów. Wszystkie „udogodnienia” są na początku wzniosłą frazą. „Ojcowie” pokrywają się kurzem w antykwariatach, podczas gdy ich „dzieci” dopiero zaczynają mościć się na półkach sklepów ze sprzętem RTV.

Pozostało jeszcze 84% artykułu

Czytaj więcej, wiedz więcej!
Rok dostępu za 99 zł.

Tylko teraz! RP.PL i NEXTO.PL razem w pakiecie!
Co zyskasz kupując subskrypcję?
- możliwość zakupu tysięcy ebooków i audiobooków w super cenach (-40% i więcej!)
- dostęp do treści RP.PL oraz magazynu PLUS MINUS.
Plus Minus
„Anioły w Warszawie”: Anioły i syreny u schyłku PRL-u
Plus Minus
„Ćma”: Polski superbohater słabości ma pod dostatkiem
Plus Minus
„Legioniści”: Historia Bałtów z Waffen-SS wydanych Sowietom. Powieść? Reportaż?
Plus Minus
„Właściwy moment. Pół wieku z aparatem”: Czyhanie na błysk
Materiał Partnera
Konieczność transformacji energetycznej i rola samorządów
Plus Minus
„Rozdzielenie”: Najbardziej filozoficzny serial wśród streamingowej rozrywki