Na stronie internetowej Ministerstwa Rozwoju i Technologii widnieje zapowiedź ważnych zmian legislacyjnych. W krótkiej publikacji zatytułowanej „#PrzyjazneMiejsce, czyli mieszkać po ludzku” ministerstwo diagnozuje zjawisko tzw. patodeweloperki i przedstawia propozycje rozwiązań mających mu przeciwdziałać. Niestety, zaproponowana recepta może doprowadzić do śmierci pacjenta, jakim jest rynek deweloperski, zamiast do jego wyleczenia.
Działalność deweloperska, jak każda działalność gospodarcza, realizowana jest w celu osiągnięcia zysku. Strategie są różne. Jedni stawiają luksusowe budynki, gdzie cena metra kwadratowego osiąga bajońskie sumy. Inni budują mieszkania w normalnym standardzie, przeznaczone dla przeciętnego Kowalskiego, któremu dziś coraz trudniej o zdolność kredytową. Są też tacy, którzy budują i sprzedają najtaniej, jak się da. Można przyjąć, że o zjawisku patodeweloperki należy dyskutować jedynie w odniesieniu do tej ostatniej kategorii inwestycji. Jeśli wyznacznikiem projektowym jest minimalizacja kosztów realizacji inwestycji, to oczywiste jest, że odbędzie się to jakimś kosztem.