– To chyba najważniejszy temat, jaki nas nurtuje: chcemy tego czy nie, życie często upływa nam na rozmyślaniach o śmierci – mówi Vedder. – To nie jest wcale złe. W ten sposób bardziej odczuwamy znaczenie i sens życia. Nie da się też ukryć, że myśli o śmierci przychodzą wraz z procesem starzenia się. Pocieszam się, że choć lata płyną, nie czuję się źle. Bywało gorzej. Na pewno odmłodziły mnie dzieci. Dojrzewanie przechodziłem o wiele gorzej. Również dlatego, że przeżywałem starość rodziców i ich odchodzenie.
W przeciwieństwie do poprzednich płyt, które były nagrywane w aurze improwizacji – w studiu, lecz na żywo, tym razem muzycy przystąpili do sesji z wyselekcjonowanym, zweryfikowanym materiałem. Vedder nie ruszał się nigdzie bez sprzętu nagraniowego. Również dlatego, że, tak jak nigdy dotąd, wyłącznie na nim spoczęła odpowiedzialność za komponowanie płyty. Tylko w jednej piosence wspomógł go Mike McCready.
Vedder chciał, żeby mocne piosenki miały mocne przesłanie. Szukał tytułu, który był inspirowany grą słów, powstałą z nawiązania do płyty Soundgarden „Superunknown". Na początku wybór padł na „Superun-owned".
– Miałem na myśli stan wolności, której nikt nie może ograniczyć, zawłaszczyć –mówi wokalista.
Bunt przeciw nałogom
Ostatecznie jednak muzycy zdecydowali się na „Lightning Bolt". Tytułowy piorun wyraża gniew i oburzenie. Ma być symbolem buntu przeciwko zależnościom społecznym, ekonomicznym. Ale także nałogom. Lider Pearl Jam nie rzuca słów na wiatr. Zaczął dbać o siebie.
– Zrezygnowałem z picia i palenia non stop – mówi. – A jeszcze niedawno nie mógłbym tak powiedzieć... nawet o godzinie 11 rano.