Reklama

Wybory na Twitterze: ile kosztuje papryka i pory

PO jako por i marchewka, PiS – papryka i kartofle, Ruch Palikota – świńskie ryje. Na Twitterze dopytywano wczoraj o ceny tych produktów

Publikacja: 10.10.2011 02:26

Wybory na Twitterze: ile kosztuje papryka i pory

Foto: Fotorzepa, Michał Walczak Michał Walczak

„Kochani, za kilka godzin cisza wyborcza. Jeśli macie znajomych, krewnych, przyjaciół, rodzinę w okręgu nr 12 (...): proszę ich wszystkich o głos 9 października" – napisał rzecznik rządu Paweł Graś (PO) na Facebooku w piątek wieczorem, krótko przed ciszą wyborczą.

Ale w Internecie nie zapadła ona nawet na chwilę. Na portalach społecznościowych aktywni – choć już bez agitacji – byli politycy, m.in. Agnieszka Pomaska (PO) i Zbigniew Girzyński (PiS).

Użytkownicy Twittera nie zamierzali ukrywać sympatii politycznych. „W niedzielę wybieram się na lody. Moje ulubione – pistacjowe" – pisał sympatyk PiS. „Weź rodzinę i dopilnuj, by się dobrze spisała" – dodał inny. Nie milczeli też zwolennicy PO. „Czekam na sequel doskonałego filmu POjutrze" – twittował jeden z nich.

Internauci umawiali się, że w niedzielę nieoficjalne przecieki z wynikami wyborów – by nie narazić się PKW – komentować będą, podając je jako wynik rozgrywki w strzelankę komputerową. „Gramy w Wolfensteina. Wehrmacht, Armia Krajowa, Armia Ludowa, Bataliony Chłopskie i Ruch Poparcia Bandery" – pisała część z nich.

W dniu wyborów jednak Internet zdominowały kulinaria. Głównie warzywne. „Po śniadaniu jadłem paprykę. Bo kto zaczyna dzień od POra"? – pisał jeden z internautów. Papryka to symbol PiS w tej kampanii. Inny proponował: „Zapraszam na niedzielę. Śniadanie: Pieczywko i Serek. Obiad: Pularda i Stek. Deser: Piwo i Słone paluszki. Kolacja: Polenty i Sardynki".

Reklama
Reklama

W miarę jak pojawiały się (głównie fałszywe) przecieki z sondażowymi wynikami, internautów  coraz bardziej interesowały ceny warzyw. „Widzę, że kartofel w cenie, ale czym później, tym marchewka będzie droższa" – pisał specjalista ds. marketingu Norbert Maliszewski, gdy w południe pojawiła się informacja, że PiS wygrywa z PO różnicą 7 proc. „A czy ktoś widział, po ile na targu są świńskie ryje?" – pytano o poparcie dla Ruchu Palikota. „Papryka jeszcze się trzyma, ale cena marchwi idzie w górę" – martwili się sympatycy PiS.

Klucz warzywno-polityczny niektórym sprawiał problemy z rozpoznaniem, jaka partia kryje się pod danym szyldem. „Byłem na bazarku. Ziemniaki poszły na 32 zeta, na marchwi napisali, że jest po 31, papryka już po 13 złotych, cukinia za 9, a burak po 8" – stwierdził Tomasz Machała, dziennikarz Polsatu. „Panie, pan się nie trzymasz kodu i się ludziom miesza. Papryka to co innego" – upominała go blogerka Kataryna.

– Na Twitterze siedzi to pokolenie ludzi, które żywo interesuje się sprawami kraju. Trudno więc oczekiwać, by milczeli, gdy dzieją się rzeczy tak ważne jak wybory parlamentarne – ocenia Eryk Mistewicz, konsultant polityczny.

Przed rokiem internauci komentowali przebieg wyborów prezydenckich, przedstawiając je jako mecz żużlowy Tomasz Gollob i Jarosław Hampel.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Kraj
„Rzecz w tym". Andrzej Zybała: Polska 2050? To chyba koniec
Kraj
Czy Polskę 2050 w Warszawie czeka podział? Reakcje na wojnie na górze
Kraj
„Rzecz w tym”: Nowe Centrum, stara próżnia? Polityczna układanka po rozpadzie Polski 2050
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama