Pojawiają się opinie, że w marcu, gdy jako Konferencja Episkopatu Polski zdecydowaliście o powołaniu zespołu historycznego, zrobiliście to niejako pod przymusem, że było to następstwem filmu Marcina Gutowskiego i książki Ekke Overbeeka oraz wątpliwości co do postawy Jana Pawła II wobec przestępstw pedofilii.
Przymus, to chyba za dużo powiedziane. Choć materiały dziennikarskie, także te, które na przełomie listopada i grudnia ubiegłego roku ukazały się na łamach „Rzeczpospolitej”, były pewnym impulsem do dyskusji i konkretnej decyzji, która za nią poszła. Ale już wcześniej podejmowaliśmy rozmowy w gronie biskupów na temat potrzeby zbadania naszej historii i przeglądnięcia archiwów kościelnych. Rozmawialiśmy o różnych kontekstach wykorzystywania osób małoletnich przez niektórych duchownych. Pojawiały się sugestie, żeby sięgać do akt historycznych i sprawdzać czy nie jest konieczne wszczęcie jakiegoś postępowania. Co do skali zjawiska, mamy pewien obraz dzięki corocznym kwerendom, które prowadzimy w oparciu o ankiety wysłane do diecezji i męskich zgromadzeń zakonnych. To wszystko doprowadziło nas do przekonania, że potrzebne jest nam spojrzenie całościowe. Badania dziennikarzy, zarówno te mniej udane, jak wspomniane przez pana książka i film, jak i te bardziej udane opublikowane na łamach „Rzeczpospolitej, trochę działania przyspieszyły.