"Rzeczpospolita": Przewodniczący amerykańskiego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów gen. Mark Milley mówił ostatnio, że Ukraina ma przed sobą około 30-45 dni pogody umożliwiającej walkę. Ukraina zdąży w tym czasie doprowadzić do przełomu na froncie?
Zgodzę się z tym, że za 30-45 dni drogi przekształcą się w błoto. W okolicach Kijowa gleba jest piaszczysta, deszcz popada i po godzinie nie pozostaje po nim śladu. A na południu Ukrainy są czarnoziemy. To ma wpływ na działania wojenne. Z drugiej zaś strony przypomnijmy sobie, jak rosyjskie wojska wycofywały się z Chersonia albo spod Kijowa. W obu tych przypadkach nie chodziło o warunki atmosferyczne, lecz o to, że Rosjanie nie byli już w stanie zaopatrywać swoich sił. Kontrofensywa ruszyła na początku lata, nie udało się szybko przedrzeć się przez obronę Rosjan. Ukraina postawiła więc na zniszczenie łańcuchów logistycznych i punktów dowodzenia przeciwnika. Nasza armia bije w zaplecze Rosjan. W pewnym momencie Rosja znajdzie się przed wyborem: narazić swoje wojska na okrążenie, albo wycofać się z dotychczasowych pozycji. Rosyjscy żołnierze skarżą się w sieciach społecznościowych nie tylko na niewystarczającą ilość amunicji, ale i na brak żywności, a nawet wody.