Reklama

Jarosław Kaczyński z Romana Dmowskiego

Czyim spadkobiercą jest prezes PiS.

Aktualizacja: 30.03.2016 18:28 Publikacja: 29.03.2016 19:07

Jarosław Kaczyński mógł w ostatnich latach zmienić retorykę, ale – jak Dmowski – ocenia Polskę do bó

Jarosław Kaczyński mógł w ostatnich latach zmienić retorykę, ale – jak Dmowski – ocenia Polskę do bólu realistycznie

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Jarosław Kaczyński uchodzi wśród swoich antagonistów za populistę, który zbudował pozycję najmocniejszego polityka w Polsce na składaniu społeczeństwu licznych obietnic i obudzeniu w nim silnych zbiorowych namiętności. Problem polega jednak na tym, że trudno prezesa PiS utożsamić z najbardziej mrocznymi tradycjami europejskiej historii. Kaczyński wielokrotnie dawał bowiem do zrozumienia, że optuje za prymatem państwa nad narodem, a z polskich nurtów politycznych najbliżej jest mu do sanacji. Ta zaś bądź co bądź wywodziła się z lewicy niepodległościowej.

Nie kierować się mitami

Ale to, że ideowe korzenie przedstawiciela żoliborskiej inteligencji sięgają PPS, nie oznacza bynajmniej, że tak samo jest z partią, której szefuje. W PiS nie brakuje bowiem polityków sytuujących się na prawo od Kaczyńskiego – chodzi tu przede wszystkim o kręgi związane z Radiem Maryja. Niemniej to były szef rządu kształtuje praktykę polityczną swojej formacji, więc decyduje również o jej charakterze ideowym.

Pozornie Kaczyński rzeczywiście zachowuje się jak polityk, który czuje się spadkobiercą Józefa Piłsudskiego. I nie chodzi tu wyłącznie o afirmację – toutes proportions gardée – rządów twardej ręki. Prezes PiS, zwłaszcza od czasów katastrofy smoleńskiej, nie stroni od mającej swoje źródła w polskim romantyzmie retoryki heroiczno-martyrologicznej – typowej dla środowisk kultywujących zrywy niepodległościowe.

Jednocześnie Kaczyński ma – tak jak Piłsudski – negatywne zdanie na temat polskiego nacjonalizmu. Pięć lat temu, upatrując w nim wizji państwa jednolitego etnicznie, religijnie i kulturowo, zarzucił mu „nieumiejętność rozwiązania problemów mniejszości narodowych", a zarazem wytknął, że nacjonalizm ów poniósł „porażkę intelektualną, polityczną i moralną". Takie postawienie sprawy świadczy o tym, iż były premier paradoksalnie ma więcej wspólnego z endecją niż sanacją.

Żeby lepiej to pojąć, trzeba przede wszystkim odkłamać ruch polityczny, na czele którego stał Roman Dmowski. W roku 2011 Kaczyński stwierdził, że nacjonalizm nad Wisłą cechowało irracjonalne myślenie prowadzące do mistycyzmu narodowego. Tyle że oznajmiając coś takiego, prezesowi PiS chyba nie chodziło o koncepcję głoszoną przez Dmowskiego.

Reklama
Reklama

Przywódca Narodowej Demokracji przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości bezlitośnie chłostał romantyczno-szlachecką wizję polityki. Był przeciwnikiem taktyki insurekcyjnej. Uważał, że po klęsce powstania styczniowego trzeba budować nowoczesny naród, w łonie którego główną rolę będzie odgrywać klasa średnia, czyli stąpający po ziemi mieszczanie.

Tak pojęty nacjonalizm był przeniknięty świeckim liberalnym dyskursem i pozbawiony elementów mistycznych. Te bowiem wśród endeków pojawiły się dopiero w okresie międzywojennym, gdy do głosu doszło młode pokolenie narodowców, inspirujące się serio nauczaniem Kościoła katolickiego i odrzucające pozytywizm – dawną fascynację Dmowskiego. Przy okazji trzeba podkreślić, że lider Narodowej Demokracji Kościół traktował instrumentalnie – jako moralnego wychowawcę i instytucję użyteczności społecznej.

W tym miejscu warto przywołać słowa Kaczyńskiego z roku 1992. Wtedy krytykował on Jana Olszewskiego – skądinąd, tak jak i dziś, swojego politycznego sojusznika – za używanie „języka, który raczej odpycha od społeczeństwa, nie przyciąga". „Nie ma już ułańskiej Polski" – obwieścił wszem wobec Kaczyński, dodając, że „nie można kierować się w polityce mitami, nawet gdy jest to piękny mit Polski bohaterskiej". W wypowiedzi tej nie zabrakło innej gorzkiej, do bólu realistycznej konstatacji: „Polska jest społeczeństwem postkomunistycznym, chłopskim, zastrachanym i biernym". Podobne diagnozy swoim rodakom stawiał właśnie Dmowski.

Z kolei jeśli chodzi o stosunki międzynarodowe, przywódca endecji postrzegał je w kategoriach brutalnej rywalizacji. Nie inaczej jest w przypadku Kaczyńskiego. Z Dmowskim łączy go też przeświadczenie o tym, iż Polska, dbając o swój interes narodowy, powinna wzorce rozwoju materialnego czerpać z krajów zachodnich (lider Narodowej Demokracji zapatrzony był w potęgę Wielkiej Brytanii).

Aborcyjny sprawdzian

Wielokrotnie można przeczytać czy usłyszeć, że Kaczyński przeszedł światopoglądową ewolucję – że w roku 1991 twierdził, iż „najkrótsza droga do dechrystianizacji Polski prowadzi przez Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe", natomiast jako prezes PiS sam pociągnął swoją partię ścieżką ZChN. Ale można przyjąć i inną interpretację politycznej biografii tego polityka – uznać, że wciąż myśli on o świecie tak, jak myślał w latach 90.

Jeśli tak, to bogoojczyźniane akcenty w wystąpieniach Kaczyńskiego mają takie samo znaczenie, jakie miały w wystąpieniach Dmowskiego. Chodzi o wykorzystanie katolicyzmu jako paliwa w polityce, która stawia na realizację interesu narodowego pojętego w sposób świecki.

Reklama
Reklama

Jednym ze sprawdzianów w tej kwestii okaże się zachowanie prezesa PiS wobec popieranej przez Kościół obywatelskiej inicjatywy w sprawie zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. Można śmiało przypuszczać, że na tym polu Dmowski – jak na „nowoczesnego Polaka" przystało – opowiedziałby się po tej samej stronie co antypisowscy lewicowo-liberalni intelektualiści.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama