Mrija został poważnie uszkodzony na początku wojny, kiedy stał w hangarze na lotnisku w Hostomelu. Wtedy jeszcze była nadzieja, że maszynę da się odremontować. Potem, na początku marca Rosjanie ponownie zajęli Hostomel i praktycznie całkowicie zniszczyli symbol ukraińskiego lotnictwa — właśnie Mriję. Podczas pandemii ten samolot latał po świecie przewożąc transporty m.in. maseczek chirurgicznych i leków. Lądował także na lotnisku Chopina w Warszawie. Zdjęcia samolotu z podziurawionym pociskami dziobem obiegły wtedy świat. Teraz prezes Antonowa, Siergiej Byczkow przyznał, że o jakimkolwiek remoncie nie może być mowy, bo nie ma czego remontować, ale skoro są wszystkie plany i dokumenty, to można zbudować kolejną taką maszynę. I prosi o udział w zbiórce pieniędzy, która ma dostarczyć funduszy.