Reklama

Opowieści o kobiecych dramatach na wsi. Piekło uczuć nie może trwać

Spektakl „Piękna Zośka” z Teatru Wybrzeże oraz muzyczno-teatralne widowisko kaszubskie„Wòlô Bòskô” z Danutą Stenką w Operze Narodowej wpisują się w nurt opowieści o kobiecych dramatach na wsi.

Publikacja: 10.12.2024 05:37

Karolina Kowalska jako tytułowa "Piękna Zośka" w Teatrze Wybrzeże

Karolina Kowalska jako tytułowa "Piękna Zośka" w Teatrze Wybrzeże

Foto: TVP/Mat. Pras.

Tak jak w okresie Młodej Polski nasz naród przeżywał modę chłopomanii, opisaną m.in. w „Weselu” Wyspiańskiego, tak wydana w 2023 r. książka Joanny Kuciel-Frydryszak „Chłopki. Opowieść o naszych babkach”, sprzedana już w pół milionie egzemplarzy, wywołała falę publikacji o dramatach kobiet na wsi w relacjach z dworem, ale także w rodzinach.

Reklama
Reklama

„Piękna Zośka” w TVP oraz na Boskiej Komedii

Ale można też mówić o mocnej poincie już od dawna toczącej się dyskusji na temat chłopskich korzeni Polaków, przykrytych szlachecko-dworkowym mitem, bo przecież Monika Strzępka i Paweł Demirski mówili o tych sprawach od początku swojej współpracy, czego najsilniejszym przejawem był wystawiony w 2011 r. spektakl „W imieniu Jakuba S.” o Szeli i dzisiejszych losach chłopskich dzieci w warunkach polskiego kapitalizmu. Trzeba wspomnieć, że popkulturowym odpryskiem popularności chłopskich tematów jest telewizyjny cykl „Rolnik szuka żony”, który z przekąsem można ocenić jak przejaw dawnego patriarchatu: wybiera przecież mężczyzna!

Tymczasem „Piękna Zośka”, spektakl Marcina Wierzchowskiego z Teatru Wybrzeże, wystawiony w 2023 r., uderza z całą siłą w patriarchat. Mieli i mają szansę to zobaczyć widzowie TVP, ponieważ w dwóch częściach (2 i 9 grudnia) pokazał spektakl Teatr TV (rejestracja dostępna w VOD), a jest też prezentowany w konkursie Boskiej Komedii w Krakowie, po tym jak został obsypany wieloma nagrodami, w tym Grand Prix 64. Kaliskich Spotkań Teatralnych dla Karoliny Kowalskiej za tytułową rolę Zofii Paluchowej.

Historia, którą grają aktorzy Wybrzeża, zdarzyła się naprawdę. Chłopską modelkę krakowskich malarzy, m.in. Wojciecha Kossaka i Piotra Stachiewicz – to on uwiecznił ją w najsłynniejszym, często reprodukowanym portrecie – nękał, bił, prześladował, a w końcu zamordował i poćwiartował mąż Maciej Paluch (gra go znakomicie Piotr Biedroń). W 1927 r. było to tematem ówczesnych gazet.

Reklama
Reklama

Co ciekawe, Marcin Wierzchowski, laureat Boskiego Komedianta za „Sekretne życie Friedmanów” z Teatru Ludowego, proponował wystawienie krakowskiej, bądź co bądź, historii, w której tak jak w „Klątwie” Wyspiańskiego kobieta jest ofiarą – krakowskim scenom. Ostatecznie intuicją wykazał się Adam Orzechowski, dyrektor Wybrzeża, wpisując „Piekną Zośkę” na listę swoich frekwencyjnych i festiwalowych hitów. Najważniejsze jest to, że Wybrzeże pokazuje kliniczny przypadek kobiecego dramatu, który był i jest publiczną tajemnicą wielu polskich rodzin.

„Piękna Zośka” i proces mordercy

Wszystko zaczyna się wspaniale od wielkiej miłości, powoli zmieniającej się w syndrom zazdrości, podporządkowania, podlanego alkoholem i nieudolnie tłumaczonego traumą nabytą przez mężczyznę podczas wojny. Powody i motywacje są czczą wymówką: nic nie usprawiedliwia zrzucania na żonę odpowiedzialności za wszystkie nieszczęścia, w tym utratę dzieci, czego nie może powstrzymać ani ofiarna miłość Zośki, ani ustępstwa jej oraz jej podobnych kobiet, marzących o spokoju w rodzinie.

Jednocześnie w realistycznym, rozegranym w scenerii chłopskiego domu dramacie, dla którego punktem odniesienia mogą być też irlandzkie sztuki i filmy Martina McDonagha m.in. „Duchy Inisherin” Wierzchowski wraz ze współautorką sztuki Justyną Bilik nie demonizują mężczyzn ani nie idealizują kobiet. Oglądamy dramat córki uwikłanej również w alkoholowy dramat matki, przeżywającej dawny romans z artystą. Ale widzimy też przyjaciela Macieja Palucha, który zdając sobie sprawę z bezpłodności, daje wolną rękę swojej żonie, zaangażowanej w dwuznaczną relację z miejscowym proboszczem. Używając terminu Tadeusza Boya-Żeleńskiego, piekło kobiet może mieć swój pozytywny koniec: piękna Zośka, wspierana przez przyjaciół, zdecydowała się na rozwód, by odzyskać wolność. W spektaklu wszystko kończy się jednak głośnym procesem sądowym, w którym materiał dowodowy stanowią cząstki kobiety wyłowione z rzeki.

Wstrząsający spektakl, opowiadany prosto i emocjonalnie jak serial, a może nawet telenowela, prowokuje kobiety i mężczyzn do rachunku sumienia. Bilansu błędów i nieakceptowalnych zachowań, które wynikają ze wzorców przekazywanych bezwiednie w rodzinach oraz związkach, dających mężczyźnie – nie wiedzieć czemu – poczucie, że może bezkarnie traktować kobietę jak niewolnicę.

Tragiczna miłość w spektaklu „Wòlô Bòskô”

Tragedia miłosna i śmierć pojawią się też w spektaklu „Wòlô Bòskô”, który 13 grudnia będzie miał premierę na scenie kameralnej Opery Narodowej. Reżyseruje Jarosław Kilian, także współautor scenariusza razem z Damianem Wilmą, który jest zresztą inicjatorem tego projektu teatralnego.

Reklama
Reklama

W pieśniach kaszubskich jest pewien mrok, który każe spojrzeć nam inaczej na przeszłość i w nasze dusze

Damian Wilma, pomysłodcawca spektaklu „Wòlô Bòskô”

Baryton Damian Wilma jest Kaszubem i choć dziś mieszka z dala od swojej rodzinnej wioski, swobodnie posługuje się językiem swoich rodziców czy dziadków. Kiedy postanowił stare pieśni kaszubskie włączyć do swoich recitali i zaczął zagłębiać się w ich zbiory, spostrzegł, że dają one wiele możliwości do rozmaitych działań scenicznych. Wtedy narodził się pomysł widowiska, które ostatecznie zyskało tytuł  „Wòlô Bòskô”. To historia miłości Hanuszki i Jasieńka, którzy zakochali się w sobie od pierwszego spotkania, ale rodzice dziewczyny zwlekali długo ze zgodą na ślub, by w końcu wydać ją za innego. Zrozpaczony Jasieńko rzucił się więc do morza.

– Zainspirowały mnie teksty pieśni, dramatyczne, o ogromnym ładunku emocjonalnym – mówi Damian Wilma. – Postanowiłem nadać im nowe życie, zdecydowałem się stworzyć z nich pewien kolaż, by powstała historia miłosna. Wydobywamy z tej poezji nie tylko lirykę, ale i dramatyczne konflikty. Na pierwszy plan wysuwa się pewien mrok, który każe spojrzeć nam inaczej na przeszłość i nasze dusze. Ale będą też w „Wòlô Bòskô” odniesienia metafizyczne, pieśni odnoszące się do boskiej Opatrzności. Życie codzienne Kaszubów przeplatało się bowiem silnie z rzeczywistością religijną.

Danuta Stenka jako zła kaszubska matka

Muzykę do wybranych pieśni lub ich fragmentów skomponował Łukasz Godyla. To, co napisał, brzmi bardzo współcześnie – dodaje Damian Wilma. – Staraliśmy się jednak zachować – na ile to możliwe – oryginalne melodie kaszubskie. One są najważniejsze, bo pieśni śpiewano przecież bez akompaniamentu. Łukasz Godyla zdecydował się jedynie na dwa fortepiany i instrumenty perkusyjne, by warstwa instrumentalna była dość surowa.

Damian Wilma wystąpi w spektaklu jako duch Jasieńka, nawiedzając matkę, która nie zgodziła się oddać mu córki za żonę. W tej roli wystąpi Danuta Stenka. Aktorka, która też urodziła się i dorastała na Kaszubach, pięknie posługuje się językiem kaszubskim. W jej interpretacji te teksty nabierają wręcz znaczenia metafizycznego.

.

Teatr
„Albo jesteś pod Putinem, albo z nim walczysz”. Rosyjski reżyser Iwan Wyrypajew dla „Rzeczpospolitej”
Teatr
Spektakl na czwartą rocznicę agresji Rosji na Ukrainę
Teatr
Komisja programu Teatr Ministerstwa Kultury poszła drogą wykluczeń. Niszowi eksperci sabotują festiwale
Teatr
Rzeź kilku czołowych festiwali w Instytucie Teatralnym
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama