Reklama

32 omdlenia Czechowa - ostatni teatralny popis Stuhra

Jerzy Stuhr stworzył znakomite trio z Krystyną Jandą i Ignacym Gogolewskim w "32 omdleniach" Czechowa – pisze Jacek Cieślak

Aktualizacja: 19.04.2011 20:40 Publikacja: 18.04.2011 19:31

Krystyna Janda, Jerzy Stuhr (z prawej) i Ignacy Gogolewski w "32 omdleniach" Czechowa

Krystyna Janda, Jerzy Stuhr (z prawej) i Ignacy Gogolewski w "32 omdleniach" Czechowa

Foto: Fotorzepa, MS Magdalena Starowieyska

Aktor grający Smirnowa dziwnie wszedł na scenę: ukrywając twarz, stając plecami do widowni! Błąd w sztuce? Każdy, kto tak pomyśli, usłyszy wibrujące "Ty ośle!" – charakterystyczny głos znany z dubbingu "Shreka".

Tym mistrzowskim żartem Jerzy Stuhr rozpoczyna "Niedźwiedzia", pierwszą z trzech jednoaktówek Czechowa i paradę plastycznie nakreślonych postaci. Wybitny aktor robi nam frajdę i przypomina teatr, jaki rzadko dziś już oglądamy. Może ktoś złośliwie powiedzieć, że to teatr z brodą – ale brodę też trzeba umieć nosić lub przyklejać. Stuhr, w przeciwieństwie do wielu młodych aktorów, również sztukę kreacji i metamorfozy opanował do perfekcji.

Człapie ciężko w zimowych buciskach, okutany szynelem z ruską papachą naciągniętą na głowę. Gra wierzyciela starającego się odzyskać 1200 rubli od świętoszkowatej wdowy Heleny Popowej celebrującej żałobę po mężu. Smirnow ma być niezdarny, wybuchowy i Stuhr zrobił wszystko, by jego bohater nie miał szansy na zwrot żądanej gotówki. Ale poza ludzkimi śmiesznostkami idealnie wygrywa dobro, które czasami zwycięża w człowieku. Dlatego, gdy bohaterowie pojedynkują się na stereotypy o wadach kobiet i mężczyzn, a nawet chwytają za rewolwery – do końca jest szansa na miłość.

"Widzę ciemność!". Te słowa z "Seksmisji" Jerzy Stuhr uczynił mottem "Oświadczyn", drugiego aktu. We fraku i cylindrze wysubtelniał, przeistoczył się w hipochondryka Łomowa w zalotach u sąsiadki, pani Natalii. Filmowo, wręcz slapstickowo, gra serię omdleń wywołanych tremą i chorobami bohatera. Wiotczeje mu szyja, głowa opada na piersi, oczy wypadają z orbit, a noga i ramię wykonują komiczne ruchy. Matrymonialna farsa wchodzi na jeszcze wyższe obroty, gdy rozpoczyna się sprzeczka o to, czyje są graniczne Wołowe Łączki. Czechow zaprojektował teatralny pomnik pieniactwa. A gdy łączki przestaną być problemem – bohaterowie ujadają na siebie, kłócąc się o to, który pies jest lepszy – Zagraj czy Zabij.

Spektakl wyreżyserowany przez Andrzeja Domalika stanowi historię teatru w pigułce.

Reklama
Reklama

Finał rozgrywa się współcześnie. Stuhr w kostiumie toreadora gra artystę rozstającego się ze sceną, który próbuje zdobyć się na dystans. Cytuje dawne role – "Hamleta" i "Króla Leara", wspomina sukcesy i sercowe podboje. Ale kiedy podsumowuje słowami Czechowa przygodę opartą na aktorskich kreacjach, rola nabiera osobistego tonu. Po 40 latach grania Stuhr żegna się ze sceną, bo dziś teatr naśladuje życie

 

 

Teatr
„Albo jesteś pod Putinem, albo z nim walczysz”. Rosyjski reżyser Iwan Wyrypajew dla „Rzeczpospolitej”
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Teatr
Spektakl na czwartą rocznicę agresji Rosji na Ukrainę
Teatr
Komisja programu Teatr Ministerstwa Kultury poszła drogą wykluczeń. Niszowi eksperci sabotują festiwale
Teatr
Rzeź kilku czołowych festiwali w Instytucie Teatralnym
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama