Reklama
Rozwiń
Reklama

Ciuciubabka z bezrobotnym

Reforma rynku pracy powinna postawić sprawę jasno. Bezrobotny dostaje pomoc tylko wtedy, gdy szuka zajęcia.

Publikacja: 20.03.2013 01:10

Obecna sytuacja często przypomina zabawę w ciuciubabkę. Urzędy pracy udają, że szukają pracy bezrobotnym i ich aktywizują, osoby bez pracy udają, że są zainteresowane jej podjęciem.

Efekt? Nikt nie traktuje poważnie pośredniaków jako miejsc, gdzie szuka się pracy i pracowników. – Przychodzące do mnie z urzędu pracy osoby nawet nie kryją, że ostatnia rzecz, na jakiej im zależy, to etat – mówi Mariusz Nasiborski, prezes nyskiej firmy Dagny. A Kordian Kolbiarz, dyrektor PUP w Nysie, relacjonuje, że po wprowadzonej w lutym akcji proponowania bezrobotnym robót publicznych oferty zatrudnienia były składane osobom zarejestrowanym nawet w... 1996 r. – Naprawdę byli zdziwieni, że ktoś proponuje im zajęcie. Nie po to są bezrobotnymi – dodaje z sarkazmem.

Stanisław Kluza, ekonomista, były minister finansów, zwraca uwagę, że nyski przykład nie jest odosobniony. – Podobne wyniki można uzyskać w większości regionów. Działania urealniające bezrobocie powinny zostać wprowadzone na terenie krajowym. Samorząd może dać przykład, ale nie wyręczy państwa – mówi. Co ciekawe, w podobnym tonie wypowiada się rząd. Wiceminister pracy Jacek Męcina mówi „Rz", że pilotaż w Nysie pokazuje, jak wiele można zrobić na poziomie urzędów pracy w celu ograniczenia w rejestrach liczby osób, które nie są zainteresowane podjęciem pracy. Przypomina, że podobny program realizuje Gdańsk. – Tam pytają bezrobotnego, czy jest zainteresowany pracą. Jeśli nie, to nie szukają dla niego zajęcia – mówi.

Podstawowym problemem związanym z szacowanym na 30-40 proc. fikcyjnym bezrobociem jest zachęta do rejestracji w PUP – bezpłatna opieka zdrowotna. Liczy się też prawo do innych świadczeń socjalnych. A definicja bezrobotnego jest całkiem inna – to osoba, która nie ma pracy i aktywnie jej poszukuje. Problem skojarzenia statusu bezrobotnego z prawem do świadczeń, głównie składką NFZ, jest nierozwiązywalny od lat. – Skala bezrobocia jest zawyżona. Rzeczywista liczba bezrobotnych może być nawet o połowę mniejsza niż oficjalne statystyki – mówi Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Invest-Banku.

Jest jednak druga strona medalu. Marna jakość urzędów pracy powoduje, że nie rejestrują się tam – nie mając nadziei na znalezienie zajęcia – osoby faktycznie bezrobotne. Z danych BAEL wynika, że w IV kw. ubiegłego roku takich osób było 482 tys. To tzw. zniechęceni – bierni zawodowo, którzy zrezygnowali z poszukiwania pracy, bo uznali, że jest to bezskuteczne. Gdyby zatem urzędy zaczęły pracować lepiej, część z tych osób może do nich trafić. Nie można zatem się spodziewać, że administracyjna zmiana prawa do świadczeń przyniesie 40-50-procentowy spadek bezrobocia.

Reklama
Reklama

Jacek Męcina deklaruje, że w konsultowanej już nowelizacji ustawy o promocji zatrudnienia rząd chce walczyć z fikcyjnym bezrobociem przez program aktywizacji i integracji. – Ci, którzy będą chcieli pracować, a nie potrafią wejść na rynek pracy, otrzymają pomoc. Ci, którzy nie będą tym zainteresowani, wypadną z rejestru – mówi. Jego zdaniem najlepszym rozwiązaniem byłoby jednak uniezależnienie składki NFZ od statusu bezrobotnego. – Rozmawiamy z resortem zdrowia. Wybieramy najlepszy wariant – mówi Męcina.     —Joanna Ćwiek

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Społeczeństwo
Wielka awaria energetyczna na Pomorzu. Bez prądu mieszkańcy kilku powiatów
Społeczeństwo
MSZ odradza podróże do tego kraju. „Niebezpieczeństwo zawieszenia lotów”
Społeczeństwo
Śnieżyce i silny mróz. Synoptycy nie mają dobrych wiadomości dla Polaków
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama