Ośmiorniczki były, się zmyły. Nadeszła stonoga i ferajna ocknęła się przy herbacie i deserach. Roszady, deale, odprawy, czyli ostatnie sznity tortu tylko furkoczą w powietrzu. Niedługo będzie po herbacie. Lepiej obcierać pysk z cukrowo - śmietanowej brei, niechby choć przez marne trzy miesiące pogrzebowego sztajera, niż obudzić się z niczym. Dobra i lokata w Bydgoszczu, byle pierwsza.
A jakże pyszny był jeszcze tak niedawny wybór salonu na powyborcze rekolekcje! Słyszę, zda się, jak we wnętrzach hotelu o dumnej nazwie „Windsor" dźwięczą te wszystkie, firmowe k...y, h...je, d...y. Frazy trącące wyziewem gumna nie do zabicia przez najdroższe perfumy. Dziś, choć garniaki Bossa na siermiężnych grzbietach jeszcze tańczą, drzwi są już zamknięte. To nie song Maryli, to bal na Gnojnej. Tutaj znienacka można poczuć pod żebrem lodowate dźgnięcie majchra. Familianckie mordy nurzają się w słodkotrującej pianie pożegnalnego tortu, lecz walka idzie na śmierć i życie. A czysta gęba, polski syf i folklor – czy to ważne? Lokata na liście jest ważna. Biorąca lokata.