Reklama

Nowa „tajna broń” Kremla przy granicy z Polską

Uzbrojenie zostało rozmieszczone m.in. na Białorusi i w obwodzie kaliningradzkim. Były wiceszef MON: Moskwa użyła kolejnego straszaka.

Aktualizacja: 30.10.2018 11:11 Publikacja: 29.10.2018 18:31

Rosyjskie systemy rakietowe Iskander-M

Rosyjskie systemy rakietowe Iskander-M

Foto: AFP

Chodzi o najnowsze rosyjskie zestawy walki radioelektronicznej typu Samarkand. Informacja o sposobach działania oraz ewentualnych celach tej broni jest całkowicie utajniona. Rosyjski resort obrony zazwyczaj lubi pochwalić się wynalazkami i „supernowoczesnymi rakietami".

Tym razem nie pokazano żadnego nagrania, nie upubliczniono nawet zdjęć tych systemów. O tym, że miały zostać rozmieszczone w obwodzie kaliningradzkim i na Białorusi, rosyjskie media dowiedziały się z portalu publikującego informacje o wszelkich przetargach państwowych. Rosyjskie Ministerstwo Obrony poszukuje wykonawców, którzy dokonają na istniejących już systemach montażu odpowiednich „urządzeń do łączności" z centralą resortu. Wszystkie prace mają zostać zakończone do 10 listopada przyszłego roku.

Trwająca od lat modernizacja armii w Rosji posunęła do przodu również tamtejszą broń radioelektroniczną. Rosyjscy analitycy zaliczają Samarkand do „najwyższego szczebla" istniejącej obecnie broni tego typu. Analityk moskiewskiego Centrum Analizy Strategii i Technologii kpt. Maksim Szepowalenko twierdzi, że systemy te „tłumią wszystko, co promieniuje". – Chodzi o zagłuszanie m.in. wszystkich środków łączności, nawigacji, radiolokacji. To poważna zabawka, nie jakiś taktyczny straszak, lecz urządzenie wyższego szczebla – mówi cytowany przez gazetę „Wzgliad". Jego zdaniem za pomocą zestawów Samarkand Rosjanie mogliby zablokować całą komunikację radioelektroniczną pomiędzy jednostkami a dowództwem armii „przeciwnika".

Cytowany przez gazetę rosyjski analityk ds. wywiadu radioelektronicznego Aleksandr Wiktorow uważa z kolei, że systemy te m.in. będą wykorzystywane do zbierania „wszelkich informacji, które w przyszłości mogą wpłynąć na wynik działań wojennych".

– Systemy te całkowicie wyłączą wszystkie środki łączności i nawigacji obiektu, wobec którego zostaną zastosowane. Uniemożliwiają wykorzystywanie np. dronów. Jeżeli zostaną zastosowane wobec samolotów przeciwnika, piloci nie zobaczą żadnych celów i mogą stracić łączność pomiędzy sobą, jeżeli nie zastosują alternatywnych środków łączności – mówi „Rzeczpospolitej" prof. Aleksiej Podbieriozkin z MGIMO przy MSZ Rosji, który jest doradcą prezesa koncernu zbrojeniowego Ałmaz-Antiej (produkuje m.in. wyrzutnie rakietowe BUK).

Reklama
Reklama

Działań rosyjskiej broni radioelektronicznej ciągle doświadcza ukraińska armia w trwającej od ponad czterech lat wojnie w Donbasie. Ukraińscy żołnierze już dawno nauczyli się radzić w sytuacji, gdy nowoczesne środki łączności są wyłączone. – W takiej sytuacji wysyła się człowieka na rowerze, wypuszcza gołębie pocztowe. Najlepszym i sprawdzonym sposobem jest jednak tradycyjna komunikacja przewodowa – mówi „Rzeczpospolitej" kpt. Ołeksij Aresztowycz, znany kijowski analityk wojskowy. – To nie jest wygodne, ale nauczyliśmy się z tym radzić. W Donbasie Rosjanie nie mogą sobie poradzić z amerykańskimi radiostacjami Harris, które są na wyposażeniu naszej armii. Często więc w rosyjskiej broni propagandy jest więcej niż możliwości – dodaje.

Od kilku lat Rosja oskarża Polskę o „złamanie równowagi" i sprzeciwia się utworzeniu amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce. Od tygodni w Moskwie mówią, że „kolejnym zagrożeniem" dla Rosji będzie Fort Trump. – W Polsce muszą zdawać sprawę z tego, że obiekty te znajdą się na celowniku naszych rakiet i w razie konfliktu zostaną zlikwidowane w pierwszej kolejności – mówi „Rzeczpospolitej" płk Igor Korotczenko, redaktor naczelny rosyjskiego czasopisma „Nacjonalna Oborona".

Chodzi o systemy rakietowe Iskander, którymi Rosja straszy od kilku lat nie tylko Polskę, ale i państwa bałtyckie. To, że są już w obwodzie kaliningradzkim, Kreml potwierdził jeszcze w lutym. – Rosja ma do tego prawo – mówił wtedy rzecznik Putina Dmitrij Pieskow. Oficjalnie się mówi, że rakiety te mają zasięg 500 kilometrów, nieoficjalnie wiadomo, że mogą zostać wyposażone w pociski nuklearne. Teraz Rosjanie wzmacniają swoje jednostki na zachodzie kraju „supernowoczesną" bronią radioelektroniczną.

– Jeżeli rzeczywiście ktoś ma jakąś superbroń, to raczej się nią nie chwali, lecz chce zaskoczyć przeciwnika. Od dłuższego czasu Rosja prowadzi wojnę propagandową z NATO, w pierwszej kolejności z Polską, ponieważ graniczymy bezpośrednio. Niedługo rozpoczną się ćwiczenia Anakonda i z tym trzeba wiązać użycie przez Rosjan kolejnego straszaka – mówi prof. Romuald Szeremietiew, były wiceszef MON. – Rosja nie wyrzekła się planów powrotu do swojej strefy wpływów w Europie Środkowo-Wschodniej. Nadzieje Rosji na to, że Polskę znów będzie można podporządkować, zmaleją, jeżeli pojawią się tu nowoczesne systemy obrony przestrzeni powietrznej oraz stałe bazy USA. Z punktu widzenia Moskwy najlepiej by było, by Polska była bezbronna i nie miała sojuszników – dodaje.

Polityka
Rada Pokoju Donalda Trumpa budzi opór Europy. Jeden kraj zaskakuje
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Polityka
Jak Władimir Putin odcina Rosję od światowego internetu
Polityka
Rada Pokoju Donalda Trumpa. Co to za organizacja i czym ma się zajmować?
Polityka
Recep Erdogan na drodze do ustanowienia dynastii
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama