Specyfika polskiego systemu wyborczego sprawia, że procentowa liczba mandatów zdobytych w Sejmie przez poszczególne komitety nie jest równa procentowemu poparciu, uzyskanemu przez nie w skali kraju. Największą premię dostał PiS (ponad 51 proc. mandatów, niecałe 44 proc. głosów), największą stratę odnotowała Konfederacja (2,4 proc. mandatów przy 6,8 proc. głosów).
Ponieważ kandydaci wybierani są w okręgach z list partyjnych, w nowym Sejmie znaleźli się politycy popierani przez ponad 100 tys. obywateli oraz tacy, na których głosowało kilka tysięcy osób. Stosunkowo duża liczba otrzymanych głosów nie gwarantowała miejsca w parlamencie, nawet jeśli komitet przekroczył próg wyborczy.