Użytkownicy serwisu doskonale wiedzą, o czym piszę, reszcie podpowiem, że chodzi o wirtualną wymianę zdań i opinii, która po jakimś czasie przeradza się w niekontrolowaną lawinę anonimowych często komentarzy, a potem, bywa, również insynuacji czy obelg. Obrażania tam coraz więcej i nijak nie powstrzymają tego żadne akcje typu „Hejt stop". Im ktoś bardziej obserwowany, tym mocniej zostaje znokautowany.
Mnie spotkało to nieraz. Ostatnio zaczęło się niewinnie, od – moim zdaniem – całkiem zasadnej opinii, że kolejne nawałnice pokazują dobitnie, iż w mieście pewne gatunki drzew po prostu nie powinny rosnąć. Wyraziłem nadzieję, że zdanie na ten temat zmienią też ci, którzy mianują się obrońcami przyrody i gotowi są ginąć za niemal każde drzewko. Zaznaczyłem, że chodzi o miasto, a nie o lasy, puszcze czy parki, że myślę o topolach. Nic to: zwyzywano mnie od pisowskiego podnóżka ministra Szyszki, któremu marzy się wycinanie całej zieleni w miesicie. Cokolwiek bym napisał, twitterowy lud i tak miał na ten temat swoje zdanie.