"[...] Nas nauczono. Trzeba zapomnieć,
żeby nie umrzeć rojąc to wszystko.
Wstajemy nocą. Ciemno jest, ślisko.
Szukamy serca – bierzemy w rękę,
nasłuchujemy: wygaśnie męka,
"[...] Nas nauczono. Trzeba zapomnieć,
żeby nie umrzeć rojąc to wszystko.
Wstajemy nocą. Ciemno jest, ślisko.
Szukamy serca – bierzemy w rękę,
nasłuchujemy: wygaśnie męka,
ale zostanie kamień – tak – głaz.
I tak staniemy na wozach, czołgach,
na samolotach, na rumowisku,
gdzie po nas wąż się ciszy przeczołga,
gdzie zimny potop omyje nas,
nie wiedząc: stoi czy płynie czas.
Jak obce miasta z głębin kopane,
popielejące ludzkie pokłady
na wznak leżące, stojące wzwyż,
nie wiedząc, czy my karty iliady
rzeźbione ogniem w błyszczącym złocie,
czy nam postawią, z litości chociaż,
nad grobem krzyż"
Fragment wiersza K.K. Baczyńskiego, „Pokolenie" (22.07.1943 r.)
Czwartego dnia Powstania Warszawskiego, 73 lata temu, około godziny 16 najprawdopodobniej od kuli niemieckiego snajpera zginął jeden z najlepiej zapowiadających się i najzdolniejszych polskich poetów połowy XX w. – Krzysztof Kamil Baczyński... miał zaledwie 23 lata.
Od dłuższego już czasu właśnie ta jego przedwczesna śmierć jest najdobitniejszym, najbardziej dojmującym symbolem, jak wielu wartościowych i świetnie zapowiadających się ludzi straciła Polska i Warszawa, chwytając 1 sierpnia 1944 r. za broń do tak ryzykownej i, jak się okazało, beznadziejnej militarnie walki.
Pewnie gdyby Baczyński przeżył, odniósłby ogromny literacki sukces i byłby teraz wymieniany jednym tchem jako jeden z najwybitniejszych i najciekawszych polskich poetów drugiej połowy XX w., na równi ze Zbigniewem Herbertem, Czesławem Miłoszem, Tadeuszem Różewiczem, Stanisławem Grochowiakiem czy Jarosławem Markiem Rymkiewiczem. Takich ludzi jak Baczyński było wielu – on stał się symbolem „rozstrzelanego" przez Niemców pokolenia Kolumbów.
Niemniej można sobie wyobrazić i inny (gorszy?) scenariusz. Powstanie Warszawskie przeprowadza nie Armia Krajowa (gen. Bór-Komorowski okazuje się jednak odporny na presję gen. Okulickiego), ale Armia Ludowa do spółki z Armią Czerwoną. Faktycznie Warszawę wyzwalają czerwonoarmiści, rozbudowując później bohaterski i heroiczny rys garstki partyzantów pod wodzą towarzysza Zenona Kliszki.
To sprawiłoby, że komunistyczna kosmologia wyparłaby akowską legendę, którą o wiele skutecznej oskarżano by o „stanie z karabinem u nogi". W tej logice „Barwy walki" Mieczysława Moczara zastąpiłyby w kanonie lektur szkolnych „Kamienie na szaniec" Aleksandra Kamińskiego. A w Polsce, znacznie łatwiejsza byłaby akceptacja społeczna dla instalowanego nowego ustroju. Na takiej fali „ocalony" na skutek politycznych zawirowań Baczyński mógłby wstąpić do... Polskiej Partii Robotniczej. A może nawet napisałby wiersz pochwalany ku czci Stalina?
Czy taka wizja „political fiction" byłaby jakkolwiek realna? Nie wiem. Pamiętajmy jednak, że każdy scenariusz pociąga ze sobą swoje jakieś dalsze skutki. Przeszłość nam dana wielokrotnie jest tak zmienna i nieprzewidywalna (teoretyczna suma zysków i strat być może zawsze się bilansuje), że nie jesteśmy w stanie tego w żaden sposób rozstrzygnąć.
Unia Europejska pozostaje globalnym mocarstwem. Ale nie jest więc projektem zbyt ambitnym, lecz zbyt zachowawczy...
Prezydent zaprosił przedstawicieli sejmowych sił na spotkanie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Co go bardziej int...
Świat delektuje się aferą Epsteina. Napawa się smrodem płynącym z tysięcy stron ujawnionych właśnie akt tej ponu...
Polski prezydent, który ma łatwość w krytykowaniu innych polityków i międzynarodowych sojuszników, ani razu nie...