Z tego artykułu dowiesz się:
- Na czym polega nowa koncepcja NATO 3.0?
- Czy Niemcy są gotowe do przejęcia roli lidera bezpieczeństwa w Europie w ramach ewolucji NATO?
- Jakie zdolności militarne Polski mogą ukształtować jej przyszłą pozycję w Sojuszu?
Prezydent USA Donald Trump ogłosił decyzję o wycofaniu 5 tys. amerykańskich żołnierzy z Niemiec wkrótce po tym, gdy kanclerz Niemiec Friedrich Merz dosyć bezpardonowo skrytykował działania Waszyngtonu i stwierdził, że Iran USA upokarza. Jednak patrzenie na ten ruch tylko poprzez pryzmat małostkowości polityka, który stoi na czele światowego mocarstwa, jest błędem.
O tym, że USA będą redukować swoją obecność w Europie, mówi się od lat i potwierdzają to dokumenty, jak choćby niedawno opublikowana Strategia Bezpieczeństwa Narodowego USA. I powiedzmy sobie wprost, nasz wpływ na to jest bardzo ograniczony. Nie zmienią tego kontrowersyjne wypowiedzi premiera Donalda Tuska na łamach „FT” i nie zmieni tego chóralne oburzenie, że takie wypowiedzi są niepotrzebne.
NATO 3.0. Niemcy liderem długo nie będą
Dziś kluczowa debata w obszarze bezpieczeństwa transatlantyckiego toczy się o tzw. koncepcji NATO 3.0, czyli mocno upraszczając, o tym, że USA przenoszą ciężar swojego zainteresowania, Europa ma mieć znacznie większe zdolności konwencjonalne do odstraszania (w domyśle Rosji), przy jednoczesnym zachowaniu amerykańskiego parasola nuklearnego.
Biorąc pod uwagę, jak duże środki na obronność chcą w najbliższej przyszłości przeznaczyć Niemcy, w Polsce i nie tylko, pojawiają się głosy, że to oni wkrótce de facto przejmą w Europie rolę Stanów Zjednoczonych w zakresie bezpieczeństwa. Takie założenie jest jednak obecnie nierealne. Po pierwsze, Niemcy na razie nie mają i przez wiele lat nie będą mieli zdolności, by ewentualną poamerykańską lukę wypełnić. To zajmie długie lata wydawania dużych środków, a wcale nie jest powiedziane, że po kolejnych wyborach niemieckiemu rządowi to się nie odwidzi. Po drugie, by pełnić rolę lidera w NATO, trzeba mieć odpowiednią kulturę strategiczną, czyli pisząc wprost nie bać się używać siły. Taką kulturę posiadają Wielka Brytania czy Francja, ale nie Niemcy.
Czytaj więcej
Prezydent USA znów grozi wycofaniem amerykańskich wojsk z Republiki Federalnej. Jeśli to zrobi, może się okazać, że jesteśmy skazani na przywództwo...
Liczą się konkrety, nie listy czy traktaty
Jaka rola przypadnie w tym zmieniającym się NATO Polsce? To będzie wprost zależeć od tego, jakimi zdolnościami będziemy dysponować. W dziedzinie wojsk lądowych, jesteśmy na dobrej drodze, by faktycznie być liderem. I nie zmienią tego buńczuczne zapowiedzi Niemców. Ale co ważne, budujemy także zdolności w rozpoznaniu – kolejne polskie satelity trafiają na orbitę i mimo zachwytów nad ukraińskimi zdolnościami dronowymi, pozycja naszych producentów jest także dosyć silna. Także w obronie przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, polskie podejście może być wzorem dla innych sojuszników, wymieniać można długo.
To, czego nam na pewno brakuje, to zdolności do głębokiego rażenia. I choć powstał już europejski program ELSA, do którego Polska przystąpiła, to na razie nie przyniósł konkretów. I tutaj Polska na pewno ma wiele do zrobienia. Podobnie jak w budowaniu rezerw, co jest naszą piętą achillesową od lat. Tu także można wymieniać długo.
NATO przechodzi do rzeczywistości, gdzie same deklaracje o dużych wydatkach nie wystarczą. Jeśli wydawane pieniądze faktycznie będziemy potrafili przełożyć na zdolności militarne, wówczas rola Polski jako kluczowego sojusznika NATO w Europie będzie naturalna i oczywista. Jeśli chodzi o obronność, to żyjemy w czasach, w których po latach udawania i mówienia, że się robi, przyszedł czas na konkrety, na realne zdolności. Spektakularne podpisywanie kontraktów, listów intencyjnych czy kolejnych traktatów już nie wystarczy. Polscy politycy, wszystkich opcji politycznych, powinni o tym pamiętać.