Reklama

Jedyne takie oceanarium w Europie

Żyrafy zaglądały budowlańcom w wykopy. Majster co rano rozmawiał z osłami po sąsiedzku, by nie stresowały się jaskrawymi kamizelkami.

Publikacja: 15.02.2015 15:53

Wnętrza wrocławskiego oceanarium

Wnętrza wrocławskiego oceanarium

Foto: Materiały Inwestora

Afrykarium – oceanarium wrocławskiego ogrodu zoologicznego to obiekt, który nie ma swojego odpowiednika w Europie. Budowa tego kawałka Czarnego Lądu we Wrocławiu zapewniła 30 miesięcy pracy, kontrakty z ponad 250 podwykonawców i 1000 zatrudnionych osób. To projekt, który powstał dzięki rodzimemu pomysłowi i przy użyciu technologii z całego świata - zachwala inwetsor.

W pierwszych trzech tygodniach funkcjonowania Afrykarium odwiedziło je ponad 100 tysięcy osób. Jak wyglądała realizacja tej inwestycji, opowiada Andrzej Palczak, dyrektor ds. realizacji i wiceprezes firmy P.B. Inter-System, głównego wykonawcy Afrykarium.

Afrykarium zostało wybudowane w tzw. modelu wybuduj - sfinansuj.

Wybór modelu wybuduj sfinansuj wiązał się z tym, że byliśmy odpowiedzialni nie tylko za budowę obiektu, ale też za pozyskanie na nią środków finansowych. Dzięki temu zamawiający, czyli w tym wypadku wrocławskie ZOO, koszty inwestycji ponosi dopiero po uruchomieniu i uzyskaniu zysków z funkcjonowania Afrykarium.

Etap przygotowywania się do przetargu wymagał uzyskania gwarancji otrzymania funduszy od banków, co przy tak dużej inwestycji zawsze wiąże się z pogłębionymi analizami i skomplikowanymi procesami decyzyjnymi. Przetarg ogłoszono w sierpniu 2011 roku, a na złożenie odpowiednich dokumentów mieliśmy miesiąc. Zdobyliśmy wszelkie niezbędne gwarancje finansowania i na czas złożyliśmy dokumenty przetargowe. Na początku lutego 2012 roku dowiedzieliśmy się, że wygraliśmy i wybudujemy kawałek Afryki we Wrocławiu, zaprojektowany wcześniej przez pracownię ARC2 Fabryka Projektowa.

Reklama
Reklama

Od momentu rozstrzygnięcia konkursu do ukończenia realizacji minęło kilkadziesiąt miesięcy. Czy Afrykarium wygląda dziś dokładnie tak, jak zostało zaprojektowane?

Cały proces realizacji inwestycji prowadzony był zgodnie z prawem zamówień publicznych. Wykorzystywaliśmy najnowsze technologie, a postęp w tym zakresie od momentu ogłoszenia przetargu do rozpoczęcia budowy był ogromny. Współpracując z władzami ZOO i projektantami, dokonywaliśmy w trakcie budowy analiz pozwalających na wprowadzenie koniecznych zmian. Pewne elementy wymagały doprojektowania, inne zastosowania równoważnych rozwiązań zamiennych.

Tylko kilka firm na świecie było w stanie dostarczyć produkty odpowiadające skali budowy. Czy mała liczba konkurujących ze sobą firm utrudniała negocjacje?

Negocjacje w przypadku tej inwestycji były wymagające na wielu obszarach. Harmonogram był napięty, co stawiało nas w trudniejszej sytuacji już na początku negocjacji. Potencjalnych dostawców było rzeczywiście niewielu, przez co praktycznie nie było przestrzeni dla prawdziwej konkurencji. Gdybyśmy otrzymali oferty od 10, a nie od 2 firm, sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej.

Dodatkowym czynnikiem był międzynarodowy charakter rozmów. Inaczej musieliśmy negocjować z Hiszpanami, inaczej z Japończykami, jeszcze inaczej z firmami z USA. Reprezentowali oni całkowicie różne style biznesowe, zarówno jeśli chodzi o sposób prowadzenia rozmów, jak i mentalność czy etykietę biznesową.

Od czego rozpoczęły się prace?

Reklama
Reklama

Na początku trzeba wspomnieć, że sam plac budowy był nietypowy. To środek pełnego zwierząt ogrodu zoologicznego, który przez cały czas trwania prac musiał być dostępny dla zwiedzających. Przepustowość komunikacyjna była bardzo mała.

Co więcej, po odbudowie powojennych zniszczeń, przez lata powstawała tam różnego rodzaju podziemna infrastruktura techniczna nie zawsze udokumentowana w formie map geodezyjnych. Prace musieliśmy więc rozpocząć od ich inwentaryzacji.

Również sam grunt, na którym mieliśmy prowadzić prace, czyli starorzecze Odry, okazał się problematyczny. Odwodnienie wykopu wymagało zaprojektowania specjalnego układu pompowego pozwalającego pracować szybciej niż przewidywały początkowe, czarne prognozy mówiące, że wodę będziemy pompować w tempie nurtu przepływającej obok Odry.

Z placu budowy wywieźliśmy ok. 130 tysięcy metrów sześciennych ziemi, z czego 100 tysięcy metrów sześciennych piachu i tłucznia do wykonania podbudów musieliśmy przywieźć z powrotem. Pracowaliśmy w środku miasta, w otoczeniu setek zwierząt, więc - by niwelować hałas - urobek mogliśmy transportować tylko do godziny 16.00.

Utrudniało to rozplanowanie logistyczne prac, szczególnie, że w ZOO spotkaliśmy się z ograniczeniami w zakresie transportu kołowego. Dzięki pomocy władz i pracowników ZOO mogliśmy jednak zaadaptować uliczki ogrodu do transportu lub położenia niezbędnej na budowie infrastruktury.

Jak na budowę reagowało jej bezpośrednie otoczenie, czyli zwierzęta?

Reklama
Reklama

Istniała obawa, że głośne prace np. pogrążanie ścianek zabudowy wykopu wywoła u zwierząt ogromny stres. Było jednak odwrotnie. Mieszkańcy ZOO byli żywo zainteresowani tym, co się działo. Niezapomniany był np. widok żyraf codziennie rano ustawiających się w rzędzie i obserwujących działania na placu budowy, czy poranne rozmowy majstrów z osłami, których zagroda sąsiadowała z ogrodzeniem budowy.

Oczywiście musieliśmy zachować szczególną ostrożność i zdyscyplinować załogę tak, by ograniczyła do minimum przemieszczanie się po ogrodzie, szczególnie mając na sobie żółte odblaskowe kamizelki, których jaskrawy kolor stresuje zwierzęta.

Kolejne etapy budowy były łatwiejsze, czy wręcz przeciwnie?

Był to dopiero początek. Opowiadając o budowie Afrykarium niemal na każdym jej etapie chce się powiedzieć: było to wyzwanie. Zaczynając od fundamentów, przez instalacje, baseny, sztuczne skały, po elewację czy dach. Ilość instalacji, która miała zmieścić się w budynku, a właściwie pod nim, była ogromna.

Był taki moment, kiedy patrzyliśmy na dół wykopany pod budowę nie wierząc, że wszystkie rury się w nim zmieszczą. Aby móc to sobie wyobrazić trzeba wziąć pod uwagę, że kubatura budynku to 184 tys. metrów sześciennych. Montaż instalacji wymagał licznych konsultacji z jej projektantem i bieżącego doszczegółowienia. Efekt jest taki, że instalacje w części podziemnej dzielą jedynie wąskie ścieżki. Rzadko kiedy spotyka się takie nagromadzenie urządzeń instalacyjnych. To swoisty labirynt, raj dla każdego instalatora.

Reklama
Reklama

Z czego wynikała potrzeba zamontowania takiej ilości instalacji?

Oceanaria buduje się zwykle nad morzem, gdzie jest naturalny dostęp do słonej wody, a jeśli powstają w głębi lądu, mają zazwyczaj jedynie baseny słodkowodne. W Afrykarium są zarówno zbiorniki ze słoną, jak i słodką wodą. Konieczne było wybudowanie fabryki wody słonawej, która zaopatruje zbiorniki dla zwierząt, a każdy z nich wymaga innego stopnia zasolenia. Tym samym we wszystkich basenach i kilkunastu kilometrach rur w obiegu znajduje się aż 18 milionów litrów wody.

Nie można było dostarczyć wody z morza?

Wrocław od Morza Bałtyckiego dzieli około 450 kilometrów. Rozważaliśmy przewiezienie wagonami wody do Wrocławia. Był to pomysł dyrektora ZOO Radosława Ratajszczaka. Okazuje się, że statki towarowe płynące bez załadunku do portów nad Morzem Bałtyckim mogą napełnić puste zbiorniki wodą morską na wysokości Zatoki Biskajskiej.

W Afrykarium taka woda miałaby dużą wartość dla tworzenia nowego ekosystemu. Niestety, żaden z przewoźników nie mógł dać nam gwarancji co do jakości tej wody. Dlatego, jako że my byliśmy jej gwarantem dla zamawiającego, zdecydowaliśmy się na budowę tej specjalnej instalacji.

Reklama
Reklama

Z ciekawostek pokazujących skalę tego działania można wspomnieć o tym, że aby "zasolić" sam basen Morza Czerwonego o objętości ok. 9 tysięcy metrów3 i wyprodukować niezbędną do tego wodę morską, potrzebne było 140 ton soli, zaś wypełnienie wszystkich zbiorników wodą słonawą zajęło nam ponad 2 miesiące.

W przypadku ewentualnej awarii naprawa takiej instalacji musi być skomplikowana.

Kwestia serwisu instalacji była jednym z większych problemów dla naszych inżynierów. Do części rur pod basenami nie ma dostępu. Próbowaliśmy wraz z projektantem dokonać zmian w tym zakresie, jednak nie dało się tego obejść.

Podbasenia musiały opierać się o podsypkę, co oznaczało, że instalacja musi być pogrążona. Byliśmy więc zmuszeni do opracowania metody naprawy instalacji bez dostępu do niej, gdyż to wymagałoby rozkuwania basenów i wiązało się z ogromnymi kosztami. Co jednak najważniejsze, udało nam się ją wypracować.

Co, po montażu instalacji, było kolejnym etapem realizacji?

Reklama
Reklama

Kolejny, kluczowy dla powodzenia prac element to montaż izolacji przeciwwodnych. Zdecydowaliśmy się na połączenie dwóch metod izolacyjnych tzw. białej wanny, czyli elementów wykonanych z betonu nieprzepuszczającego wody oraz czarnej wanny, czyli bitumicznych izolacji grubowarstwowych.

Obie technologie powinny być stosowane w temperaturach dodatnich, nas jednak zastały temperatury na poziomie -20 st.C. Zmuszeni byliśmy do wypracowania sposobu organizacji budowy, który pozwoli na pracę w takich warunkach atmosferycznych. Stawialiśmy specjalne namioty wielkości małych hal, ogrzewane dmuchawami oraz nagrzewnicami pozwalającymi kontynuować roboty. Zastosowaliśmy też specjalny elektronagrzew, czyli zatapiane w betonie kable elektryczne. Podobny problem mieliśmy przy wykonywaniu podbaseni – wtedy bowiem spadł śnieg. Pech chciał, że trafiliśmy na najzimniejszą od 130 lat wiosnę.

Prace nad stanem surowym budynku zbliżały się ku końcowi. Co było kolejnym etapem?

Po wyjściu z ziemi i zasypaniu instalacji zewnętrznych, interesującym etapem realizacji było tworzenie konstrukcji żelbetowych. Główne filary nośne budynku są stalowymi słupami obudowanymi zbrojeniami i zabetonowanymi. Zużyliśmy 36 tysięcy metrów sześciennych betonu i 4800 ton stali.

Przy głównym wejściu do budynku wykonaliśmy imponujących rozmiarów podcień o wysięgu ok. 12 metrów. Trudność w jego montażu polegała jednak na tym, że nad wspornikiem znajdują się maszynownie central wentylacyjnych wywołujące ogromne obciążenia statyczne oraz drgania. Skrzynia, w której się znajdują, stabilizowana jest specjalnymi cięgami stalowymi, które sprężają ją z sąsiednim traktem konstrukcyjnym słupów, dzięki czemu tworzy się element przestrzenny konstrukcji stabilizujący wspornik.

Trzeba przyznać, że zdejmowanie stempli, które podtrzymywały go w czasie montażu, przysparzało wiele adrenaliny. Wdrożyliśmy system monitoringu umożliwiający sprawdzanie, jak pracuje wspornik przez cały okres budowy.

Według założeń projektu planowane ugięcie powinno wynieść 6 cm, ale finalnie było to tylko 1,5 cm, co jest wielkim sukcesem. Konstrukcja, która według wielu nie miała prawa bytu, jest paradoksalnie elementem stabilizującym budynek. Wielkim wyzwaniem był również montaż szyb i tunelu akrylowego, które tworzą przezierne ściany basenów w Oceanarium. Przypłynęły do nas z Japonii.

Dlaczego właśnie stamtąd?

Szyby i tunele akrylowe w tak dużych rozmiarach to rzadkość. Nasze wymagania były w stanie spełnić tylko trzy firmy – z Chin, USA i Japonii. Zdecydowaliśmy się na współpracę z japońską firmą, gdyż ich szyby są prawdziwym rękodziełem. Wykonuje się je przez ręczne naciąganie z bębnów warstw akrylu na formę o specjalnym kształcie.

Każdy akryl miał swój indywidualny kształty i wymiar. To niezwykle precyzyjna praca, gdyż wystarczy delikatne odkształcenie powierzchni lub pęcherz powietrza, żeby szyba nie była zdatna do użytku.

Jak wyglądał transport takich akrylowych płyt?

Szyby mają kilkumetrowe rozmiary (np. tunel, przez który dziś możemy obserwować rekiny, składa się z elementów o łącznej długości 17 metrów), więc jedynym możliwym sposobem transportu były statki towarowe. Odbioru jakości wykonania dokonaliśmy na miejscu w Japonii. Następnie zostały one zapakowane i dwoma transzami przetransportowane na polskie wybrzeże.

Mieliśmy wiele obaw o to, że transport morski może się opóźnić albo nie zostać przepuszczony przez Kanał Sueski, jednak na szczęście szyby dotarły na plac budowy bez problemów. Ale to był dopiero początek.

Dlaczego?

Know-how dotyczący sposobu montażu tego rodzaju szyby miał producent. Nie był on jednak odpowiedzialny za montaż, kontraktowo leżało to po naszej stronie. Co prawda, nasi japońscy partnerzy przyjechali do Polski, jednak ich wsparcie polegało jedynie na instruktażu w zakresie montażu akryli. Miał on miejsce w stanie surowym budynku, przed zamknięciem dachu. Najcięższa z szyb ważyła 8 ton. Żelbet, na którym miały zostać położone, musiał być wykonany z największą precyzją.

Nad przygotowaniem otworów pod montaż akryli pracowały 4 brygady szlifierskie. Samo wkładanie szyb i elementów tunelu w żelbetową konstrukcję było dodatkowo utrudnione ze względu na to, iż dostępna przestrzeń była tak mała, że operator dźwigu nie widział pola, na którym musiał manewrować i sterował maszyną jedynie na komendy. W tym samym czasie rozpoczynały się prace związane z montażem dachu. Gdyby cokolwiek spadło, poszło nie tak lub któraś z szyb uległaby uszkodzeniu, cała inwestycja zostałaby opóźniona o kilka miesięcy. Wyprodukowanie jednej szyby trwa nawet rok, nie wspominając już o kilkutygodniowym transporcie i ogromnych kosztach produkcji.

A jak przebiegał montaż dachu?

Dach Afrykarium to nietypowy, oryginalny na światową skalę element. Projekt warsztatowy dachu wykonała brytyjsko-niemiecka firma, ale co ciekawe główny projektant był z pochodzenia Polakiem. Warsztatowe projekty dźwigarów drewnianych dachu przygotowali eksperci z Austrii, a konstrukcję stalową zaplanowali polscy inżynierowie. Można więc powiedzieć, że budowali go eksperci z całej Europy.

Długo dyskutowaliśmy o sposobie jego wykonania, parametrach np. odporności na korozję blaszanego poszycia stanowiącego spodnią warstwę przekrycia. Czasem przypominało to rozwiązywanie węzła gordyjskiego, gdyż każda ze stron miała swój punkt widzenia, a zmiana jednego parametru wpływała na inne elementy budynku. Mimo to udało się nam osiągnąć kompromis.

Konstrukcyjne wyzwanie polegało na tym, że dach musiał być rozsuwany i przepuszczać światło słoneczne tak, by nie traciło ono swoich właściwości ze względu na rosnące wewnątrz rośliny. Umożliwiły to napełniane powietrzem poduszki ze specjalnej folii. Dźwigary wykonane z drewna klejonego wyprodukowane były w Austrii – niektóre z nich mają prawie 50 metrów długości.

Jak je przewieźć?

Dźwigary transportowaliśmy nocą samochodami. Po przyjeździe do Wrocławia musieliśmy prosić o pomoc władze miasta. Ulice Wrocławia były przez kilka godzin zamknięte tak, by bezpiecznie przewieźć je na teren ZOO.

Jak się okazało, była to łatwiejsza część. Plac budowy znajdował się wśród uliczek łączących się często pod kątem 900. Udało się tylko dzięki dużej elastyczności władz ZOO i dobrej organizacji logistycznej budowy.

Po położeniu dachu rozpoczęły się prace wykończeniowe?

Tak. Oryginalna na skalę światową jest zewnętrzna elewacja z corianu. Ekspertów od wykorzystania tego materiału mieliśmy na miejscu we Wrocławiu. Dodatkowo zaprosiliśmy do współpracy naukowców z Politechniki Wrocławskiej, którzy rozwijają technologię zastosowania corianu.

Naszym celem było uzyskanie konkretnego efektu wizualnego – czarnej, przełamującej się na afrykańskim wybrzeżu fali, odbijającej się dodatkowo w płaskim lustrze wody. Nikt nie wykonywał jeszcze takiej elewacji, stąd rozwiązania technologiczne zarówno w zakresie produkcji płyt, jak i ich zawieszania oraz wymogów przeciwpożarowych, opracowaliśmy sami. Czy na etapie prac wykończeniowych wprowadzane były zmiany?

Dyrektor wrocławskiego ZOO to pomysłodawca budowy obiektu. Osoba, której wizja go ukształtowała i pozwoliła zaistnieć. Jest prawdziwą kopalnią pomysłów. Przykładowo, podczas jednej z wizyt na budowie kierownik robót wykończeniowych poinformował mnie, że tworzymy dodatkowy wybieg: mrównik, ponieważ będziemy mieć dodatkowego mieszkańca Afrykarium.

Do jakiego obiektu można porównać Afrykarium?

Jest to jedyny obiekt na świecie poświęcony na taką skalę jednemu kontynentowi. Pod względem wielkości, zastosowanych technologii i położenia w głębi lądu odpowiedników można szukać jedynie w USA.

Nieruchomości
Francuscy inwestorzy zrzucili się na magazyn 7R w Polsce
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Nieruchomości
Rośnie liczba prywatnych placówek opiekuńczych dla seniorów, ale nie mieszkań
Nieruchomości
Z wynajmowanego mieszkania „na swoje”. Opłaca się?
Nieruchomości
Dla kogo deweloperzy budują w śródmieściu
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama