Reklama
Rozwiń
Reklama

Dobrobyt wypiera bogactwo

W Stanach Zjednoczonych bogaty wzbudza szacunek. Francuzi o pieniądzach nie rozmawiają, ale dobrze wiedzą, kto je ma

Publikacja: 19.12.2007 02:07

Amerykański sen to niemiecki samochód, włoskie ciuchy i konto w szwajcarskim banku – tak żartobliwie można opisać zamożność według Amerykanów. To właśnie w Stanach Zjednoczonych żyje najwięcej miliarderów. Według miesięcznika „Forbes” w marcu bieżącego roku aż 432 Amerykanów miało majątek przekraczający miliard dolarów.

Ale przeciętnie bogaty mieszkaniec USA ma – według publikowanych co trzy lata badań – majątek wart 1,4 mln dolarów, a dług nie większy niż 275 tysięcy.

Przynajmniej jedna piąta zasobów ulokowana jest w funduszach emerytalnych, a prawie tyle samo – w inwestycyjnych. Bogaty Amerykanin może sobie pozwolić na utrzymanie kilku nieruchomości, zazwyczaj jest dobrze wykształcony i pracuje na własny rachunek.

W USA bogactwo nie jest niczym złym. Może być dowodem zaradności.

Inaczej jest w krajach zachodniej Europy, gdzie czci się tzw. europejski model socjalny. We Francji o pieniądzach się nie rozmawia. Wzmianka bądź pytanie o zarobki jest nietaktem. Wystarczy jednak wspomnieć, że minione wakacje spędziliśmy w Cannes bądź San Tropez, gdzie ceny przekraczają możliwości kieszeni przeciętnego Francuza, by rozmówca wiedział, iż ma do czynienia z człowiekiem bogatym.

Reklama
Reklama

Nad Sekwaną zamożność traktuje się podejrzliwie i często stawia na równi ze społeczną niesprawiedliwością. Około 2,3 proc. ludzi, których majątek wart jest ponad 15,8 mln euro, musi płacić daninę w postaci jednego z najwyższych w Europie podatków od zamożności: 48,1 proc. Nic zatem dziwnego, że prawie pół miliona Francuzów uciekło przed rodzimym fiskusem do Belgii, Szwajcarii albo Wielkiej Brytanii.

Podobne nastawienie do bogactwa panuje w sąsiednich Niemczech. Kilkanaście dni temu powszechne oburzenie na zachłanność menedżerów wywołała informacja, że szef firmy Porsche Wendelin Wiedeking w ciągu roku zarobił rekordową sumę 70 milionów euro.

Gdyby swoich bogaczy chcieli prześladować Włosi, nie mieliby problemów z ich identyfikacją. Według jednego z sondaży mieszkańcy Italii uważają, że bogaty człowiek to blondyn mieszkający w małym mieście na północy kraju, gra w golfa, uwielbia futra, jeździ ferrari albo terenowym hummerem. Wakacje spędza w Szarm el Szejk lub w górach, słucha muzyki klasycznej, lubi teatr, jada we włoskich i japońskich restauracjach.

Równie łatwo rozpoznać bogacza w Rosji i na Ukrainie. Widać ich z daleka: ubrania drogich projektantów, futra, złota biżuteria. Kupują w specjalnych sklepach, bywają w klubach, gdzie kryterium to grubość portfela. Bogaci Rosjanie jeżdżą hummerami, mercedesami i bmw. A Ukraińcy kochają dżipy. Jednak zamożny na Wschodzie to przede wszystkim ktoś, kto oprócz majątku ma wpływ na władzę i wstęp na polityczne salony.

W chwili, gdy Wschód zachłysnął się materialnym bogactwem, na Zachodzie jego definicja zaczęła się zmieniać.

Częściej mówi się o dobrobycie albo dobrym życiu. – Jeszcze 20 lat temu ludzie wierzyli, że bycie bogatym uczyni ich szczęśliwymi – tłumaczy „Rz” Brytyjka Nicola Caincross, która uważa się za jednego z czołowych ekspertów w sprawach dobrobytu. – To się zmieniło. Dziś większość z nas pragnie udanego życia, chce pracować i pomnażać swój majątek w zgodzie ze sobą oraz być niezależnym. To jest dzisiejszy dobrobyt.

Reklama
Reklama
Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
zanieczyszczenie powietrza
Czy radni „poluzują” Strefę Czystego Transportu? Rafał Trzaskowski się nie zgadza
Kraj
Czarzasty kontra Trump. Odwaga czy polityczna kalkulacja?
Kraj
„Mogliśmy zostać wprowadzeni w błąd”. Wojewoda i lekarze weterynarii po aferze w Sobolewie
Kraj
„Rzecz w tym”: Jarosław Kaczyński traci kontrolę? PiS rozrywa już nie tylko Grzegorz Braun
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama