Reklama

Rosjanie negocjowali z Ukraińcami i bombardowali ukraińskie miasta

Choć na granicy białorusko-ukraińskiej toczyły się negocjacje, Rosja wciąż bombardowała ukraińskie miasta.
Delegacje z Rosji i Ukrainy spotkały się w jednej z rezydencji Łukaszenki

Delegacje z Rosji i Ukrainy spotkały się w jednej z rezydencji Łukaszenki

Foto: EPA/SERGEI KHOLODILIN

Rozmowy, do których w poniedziałek była przykuta uwaga świata, odbyły się udostępnionej przez Aleksandra Łukaszenkę rezydencji na brzegu rzeki Prypeć, tuż przy granicy ukraińsko-białoruskiej. Kijów wysłał tam ministra obrony Ołeksija Reznikowa, doradcę prezydenta Mychajła Podoliaka, szefa frakcji rządzącej partii Sługa Narodu Dawida Arachamię oraz pochodzącego z Krymu deputowanego Rady Najwyższej Rustema Umarowa. Delegacji Kremla przewodził doradca Putina i były minister kultury Władimir Miedinski.

Po pięciogodzinnym spotkaniu strona ukraińska poinformowała, że wraca do Kijowa na konsultacje, i zapowiedziała kolejne rozmowy z Rosjanami. Przedstawiciel Moskwy przekazał zaś, że do kolejnego spotkania dojdzie w najbliższych dniach na granicy polsko-białoruskiej. W chwili zamykania tego numeru „Rzeczpospolitej" efekty negocjacji nad Prypecią nie były znane.

Bomby na Charków

– Nie znam szczegółów tych rozmów, ale walki nie ustają. Na celowniku Rosjan jest Mariupol, Charków, Kijów, Odessa, Mikołajiw. Próbują okrążyć i zająć chociaż jedno miasto, by ogłosić jakikolwiek sukces. Myślę, że to im się nie uda. Ukraińska armia nie tylko odpiera ataki, ale przechodzi do kontrataku – relacjonował „Rzeczpospolitej", gdy rozmowy na Białorusi jeszcze trwały, mjr Ołeksij Arestowycz, doradca w biurze ukraińskiego prezydenta.

Czytaj więcej

Charków. Rodzina żywcem spalona w samochodzie w wyniku rosyjskiego ostrzału

Czy jest szansa na zawarcie pokoju z Rosją? – Moim zdaniem powinniśmy domagać się wycofania rosyjskich wojsk zarówno z Donbasu, jak i z Krymu – mówi. Twierdzi, że na północy obwodu czernihowskiego rosyjskie siły dopuściły się zbrodni na ludności cywilnej. – Otrzymaliśmy informacje, że grabią i zabijają cywilów w ich domach – relacjonuje.

Reklama
Reklama

Pod ostrzałem rosyjskich wyrzutni typu Grad znalazł się w poniedziałek Charków, który od kilku dni bezskutecznie próbują zająć siły Kremla. – To, co się teraz dzieje w Charkowie, to zbrodnia wojenna! To ludobójstwo na narodzie ukraińskim – grzmiał mer miasta Ołeh Synegubow. Alarmował, że zginęło kilkudziesięciu mieszkańców, którzy po spędzonej w schronach nocy udali się do aptek, do sklepów i po wodę pitną. W ukraińskich mediach pojawiły się drastyczne zdjęcia rozrzuconych po ulicy ciał ludzi, którzy w rękach trzymali pojemniki na wodę.

To, co się teraz dzieje w Charkowie, to zbrodnia wojenna! To ludobójstwo na narodzie ukraińskim

Ołeh Synegubow, mer Charkowa

W poniedziałek atak dywersantów został udaremniony w kijowskim monasterze św. Michała Archanioła o Złotych Kopułach. W Prawosławnej Cerkwi Ukrainy (PCU) patriarchatu konstantynopolitańskiego twierdzą, że na celowniku Rosjan może być metropolita Epifaniusz, zwierzchnik cerkwi niezależnej od Moskwy. Brytyjski „The Times" twierdzi, że w Kijowie znajduje się ponad 400 najemników grupy Wagnera (rosyjska firma związana z wywiadem wojskowym i zaangażowana w konfliktach na całym świecie), których celem jest zamordowanie prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.

Tymczasem rosyjski resort obrony zaapelował do mieszkańców ukraińskiej stolicy, by opuszczali miasto drogą w kierunku miejscowości Wasylków. – Rosjanie stoją 10–20 kilometrów od Kijowa od strony miejscowości Irpień, w kierunku Żytomierza w odległości 30–40 kilometrów. Próbują wywołać panikę, bo miasto bez mieszkańców łatwiej jest zajmować. Ale nasi mieszkańcy nie zamierzają uciekać, mają broń i chcą walczyć. Wszyscy będziemy walczyć – mówi Arestowycz.

Może być bieda

O planach Kremla mówił w poniedziałek sekretarz Rady Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy Ołeksij Daniłow. Twierdzi, Rosjanie chcieli błyskawicznie przesunąć siły pancerne w głąb terytorium Ukrainy, odciąć najważniejsze miasta, zniszczyć infrastrukturę, wywołać panikę i wyeliminować kierownictwo państwa. – Centralnym punktem planu inwazji było zajęcie Kijowa i utworzenie rządu marionetek sterowanych przez Federację Rosyjską. Na razie żaden z celów planu nie został osiągnięty – powiedział Daniłow.

Czytaj więcej

Jerzy Haszczyński z Kijowa: „Rosjanie coraz bardziej odczuwają, w co ich Putin wpakował”
Reklama
Reklama

Tymczasem odcięte od reszty świata elity w Moskwie czekają na dalsze decyzje Władimira Putina. A ten w poniedziałek w odpowiedzi na sankcje Zachodu nakazał m.in. rosyjskim firmom wymianę na ruble 80 proc. przelewów, które otrzymały po 1 stycznia z zagranicy w obcej walucie. Zabronił też Rosjanom dokonywać przelewów w obcej walucie na własne, zagraniczne rachunki. W tym samym czasie prezydent Zełenski podpisywał wspólnie z premierem i szefem parlamentu wniosek o wstąpienie Ukrainy do Unii Europejskiej.

– Putin, rozpoczynając operację, mówił o demilitaryzacji i denazyfikacji Ukrainy. Demilitaryzacja po to, by nie było zagrożenia dla Rosji, a denazyfikacja, by zniszczyć antyrosyjski projekt na Ukrainie. Zobaczymy, jaki będzie tego skutek. Jeżeli kierownictwo Rosji przeliczyło się i pomyliło, będzie bieda. To byłoby to narodową katastrofą – mówi „Rzeczpospolitej" Aleksiej Muchin, znany moskiewski politolog sympatyzujący z Kremlem.

Straty ogromne, choć dokładnie nie wiadomo jakie

Rosyjskie ministerstwo obrony po raz pierwszy przyznało, że armia atakująca Ukrainę straciła żołnierzy. Nie podało jednak, ilu jest zabitych i rannych. Szacowanie rosyjskich strat w ludziach jest bardzo trudne. Ukraińskie ministerstwo obrony podało, że od początku inwazji zabito i raniono 5300 Rosjan. Zastrzegło jednak, że te dane są tylko przybliżone, bo walki cały czas trwają. Brak wiarygodnych szacunków wypływa także – o czym resort nie mówi – z taktyki ukraińskich oddziałów: atakują (najczęściej w nocy), odskakują od przeciwnika, pozostawiając zabitych przeciwników na polu walki, i atakują w innych miejscach. Rosyjskie ministerstwo obrony skarżyło się, że najczęściej są atakowane pojazdy zaopatrzenia, jadące na końcu długich kolumn czołgów i wozów bojowych. Informacjom o atakach tylko na ciężarówki z jedzeniem przeczą dane ukraińskiej armii, która twierdzi, że zniszczyła 190 rosyjskich czołgów, około 800 wozów bojowych i tylko 200 samochodów. Na pewno w jednej tylko niewielkiej podkijowskiej miejscowości Bucza, Ukraińcy zniszczyli sto pojazdów. Rosyjscy dziennikarze z grupy śledczej Conflict Inteligence Team naliczyli na razie 700 zabitych rosyjskich żołnierzy. Ale uwzględniają tylko weryfikowalne straty, tzn. widoczne na nagraniach wideo. Niezależni dziennikarze z grupy Bellingcat szacują, że do niedzieli zginęło 4,3 tys. żołnierzy armii inwazyjnej. —ał


Konflikty zbrojne
Pilny apel MSZ do Polaków na Bliskim Wschodzie. „Natychmiast opuścić region”
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Konflikty zbrojne
Dlaczego Rosji tak trudno zastraszyć Estonię?
Konflikty zbrojne
Podjęto decyzję ws. pracowników ambasady USA w Izraelu. Chodzi o zagrożenie konfliktu z Iranem
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Konflikty zbrojne
Bomby spadły na Kabul. Pakistan: To już otwarta wojna
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama