Konsumenci w USA przyzwyczaili się przez lata do tego, że zakupy w sieci są nie tylko szybkie i łatwe, ale także bez większego ryzyka. Giganci e-handlu prowadzili bowiem politykę darmowych zwrotów, umożliwiając tym samym łatwą rezygnację z nadmiarowych rzeczy, czy wręcz przymierzanie w domu. Te czasy wyraźnie jednak się kończą – Amazon dołącza bowiem do grona tych e-detalistów, którzy pobierają opłaty za zwroty. To duży przełom, choć opłata będzie na razie, w porównaniu do konkurentów, śmiesznie niska.
Koncern zacznie pobierać opłatę w wysokości 1 dolara w przypadku zwrotu do punktów UPS, w przypadku gdy w pobliżu adresu dostawy znajdują się sklepy Whole Foods, Amazon Fresh lub Kohl’s. To nie przypadek, że właśnie na takich warunkach zwrot będzie płatny – Whole Foods i Amazon Fresh należą bezpośrednio do Amazona, a z Kohl’s koncern ma umowę partnerską. Innymi słowy mówiąc – zwrot do łatwo dostępnych punktów UPS będzie wiązał się z opłatą.
Czytaj więcej
Spowolnienie w wydatkach konsumentów stało się faktem. W efekcie również sklepy internetowe już sygnalizują konieczność cięcia kosztów i możliwe redukcje etatów.
Opłata, w dodatku warunkowa, jest niewielka w porównaniu do tych pobieranych przez innych detalistów przy zakupach przez internet. W USA całkiem normalna jest już opłata w wysokości 7 dolarów. Do tego detaliści mocno zaostrzyli warunki, na których można dokonać zwrotów. Jednak wprowadzenie tej opłaty przez Amazon to krok w tym samym kierunku, co te wykonane przez innych detalistów – chodzi o ograniczenie coraz bardziej kłopotliwych zwrotów. Według danych National Retail Federation cytowanych przez CNN, klienci w USA zwrócili około 17 procent wszystkich zakupionych towarów.
Skala zwrotów jest więc duża i, jak się okazuje, kosztowna. Z danych NRF wynika, że na każdy miliard dolarów sprzedaży sprzedawcy ponoszą 165 milionów dolarów kosztów zwrotu. W tych opłatach znajdują się koszty wysyłki zwrotnej, przepakowywania produktów oraz obniżania ich cen. Oraz, co też jest bardzo częste, utylizacji zwróconych produktów, bo często dla sprzedawców najbardziej opłaca się je po prostu zniszczyć niż wystawić ponownie do sprzedaży.