Czasem ustawodawca, wprowadzając określone instytucje, nie do końca świadomie rozmija się z rzeczywistością. Zakłada, że spowoduje one konkretne pozytywne efekty, ale tak się nie dzieje. W konsekwencji w lepszym wariancie przepisy stają się martwe, a w gorszym – niejasne.
Wzorcowy przykład tego procesu zawarty jest w ustawie z 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Jego przyczyną jest art. 61 dotyczący decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu. Wiele razy już napisano, że decyzja ta często staje się źródłem chaosu i nieporozumień zamiast instrumentem ładu przestrzennego. Jednocześnie decyzja ta, jak żaden inny instrument planistyczny, podważa rolę i znaczenie innych: studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego oraz miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. W wielu gminach okazuje się, że przy możliwości wydawania przedmiotowych decyzji plany miejscowe są niejasne i w konsekwencji zdecydowana większość zapisów studiów staje się zupełnie bezprzedmiotowa. Tak więc w skali lokalnej może dojść do sytuacji, w której kilka przepisów dotyczących decyzji o warunkach zabudowy wyczerpuje znamiona całego, obowiązującego systemu planowania przestrzennego.