Część prawicowych polityków i komentatorów nie posiadała się z oburzenia na prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz z powodu wydanej we środę decyzji o zakazie Marszu Niepodległości. Rachunek był prosty: skoro prawica nie lubi Gronkiewicz-Waltz, to każda jej decyzja musi być zła. Nie słychać było za to z prawej strony oburzenia decyzją prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Mateusza Morawieckiego, którzy postanowili zorganizować państwowy marsz, który ma przejść tą samą trasą, w tym samym czasie. Odpowiednie zgłoszenie tuż przed upływem terminu zgłosiło Dowództwo Garnizonu Warszawa, co oznacza, że nawet w przypadku przedłużania się sądowej batalii o prawo do organizacji Marszu Niepodległości, i tak nie będzie się on mógł odbyć. Nie sposób legalnie zarejestrować manifestacji np. pod Grobem Nieznanego Żołnierza 1 września czy 15 sierpnia, podobnie 11 listopada.