Didżej Wesley zmienia ton

Niedawno wołali na niego Whiskey Sneijder, dziś opowiada o różańcu, mszach, chrzcie. No i o Yolanthe. Przez nią to wszystko

Aktualizacja: 01.07.2010 01:24 Publikacja: 29.06.2010 23:18

Wesley Sneijder

Wesley Sneijder

Foto: AFP

On swoje nowe życie opisuje z neofickim błyskiem w oku, a Holendrzy upewniają się, czy na pewno dobrze słyszą. Po pierwsze, tu Bóg umarł w latach siedemdziesiątych. Gdy tygodnik Elsevier pisze o nawróceniu Sneijdera w swoim wydaniu internetowym, to przy informacji, że piłkarz nie rozstaje się z różańcem podaje na wszelki wypadek link do Wikipedii, żeby każdy sobie przypomniał, jak wygląda różaniec.

Po drugie, to jest Wesley Sneijder. Wyszczekany maruda, któremu życie kręciło się zawsze wokół siebie samego. Nadaktywny chłopak z Amsterdamu, który wymachuje rękami na kolegów z pretensjami o niecelne podania, niejednemu trenerowi uprzykrzył życie, a ostatnio dostał na treningu cios z biodra od Khalida Boulahrouza za to, że mu śmiał przepuścić piłkę między nogami. U Holendrów to normalne, tam każdy nosi buławę w plecaku, i nie zawaha się o tym przypomnieć. A Sneijder to nieformalny lider drużyny, na boisku i poza nim. Pierwszy do zabawy. Podczas ostatniego Euro wywalczył u Marco van Bastena pozwolenie na muzykę w autokarze reprezentacji i dopóki Holandia nie odpadła, robił za didżeja. Nazywany za czasów gry w Realu Whiskey Sneijder, bo nie było w Madrycie klubu, w którym by razem z Roystonem Drenthe nie sprawdzili, o której wyganiają z parkietu i zza baru. Rozwiedziony rok temu, po kilku latach małżeństwa (z byłą żoną Ramoną ma czteroletniego syna Jesseya). Że cichy i pokorny Dirk Kuyt jest religijny, i dopiero jako 17-latek, po transferze do FC Utrecht, dał się namówić na grę w niedziele, to jakoś Holendrów nie zaskakuje. Ale Sneijder w kościele? I to za sprawą Yolanthe?

[srodtytul] Codziennie dostawa [/srodtytul]

Największą gwiazdą holenderskiej kadry podczas mundialu nie jest żaden z piłkarzy, tylko właśnie ona. Yolanthe Cabau van Kasbergen, córka Holenderki i Hiszpana, z katalońskim pierwszym nazwiskiem, urodzona na Ibizie. Prezenterka telewizyjna, aktorka serialowa, modelka, nie odmawiająca sesji magazynom dla panów.

Gdyby nie wątek religijny, wszystko byłoby tak jak w każdym innym cyrku z żonami i narzeczonymi piłkarzy. Jak u angielskich WAG’s i argentyńskich botineras: codziennie świeża dostawa zdjęć i przełomowych wiadomości. Yolanthe przyjeżdża do RPA, na urodziny Wesleya. Yolanthe zrobiła sobie miłosny tatuaż. Wesley go zobaczył i się wzruszył. Po ślubie ma przejąć nazwisko żony. Wesley zaprzecza. Mają sobie kupić psa. Wesley zaprzecza: mam alergię. I tak dalej.

Słynna żona albo narzeczona w reprezentacji musi być. Kiedyś była pani Cruyffowa, potem pani Gullittowa, Angela Kluivert, a do niedawna Sylvie van der Vaart, żona Rafaela, też prezenterka, wybierana jak Yolanthe najatrakcyjniejszą kobietą Holandii („Odejdź. Ale Sylvie zostaw” – napisali kiedyś Rafaelowi na transparencie kibice HSV, gdy uparł się na transfer do większego klubu). Co Sylvie i Yolantha o sobie myślą, nie wiadomo. Trener Bert van Marwijk już zadeklarował, że nie ma nic przeciw narzeczonej Wesleya i nie boi się, że rozbije mu drużynę. Robin van Persie zapewne ma inne zdanie. Dla zasady, bo Sneijdera nie znosi. W meczu 1/8 finału ze Słowacją rozpętał aferę: gdy van Marwijk zdejmował go z boiska, wściekł się na niego i krzyczał „Sneijdera powinieneś zmienić”, choć ten był jednym z najlepszych na boisku.

Nad Yolanthe pastwią się co dnia komentatorzy w gazetach i telewizji. Że ma chorobliwe parcie na szkło, jest w złym guście i w nadmiarze. „Wesley jest też trochę nasz, i musimy patrzeć, jak ta wytapetowana złota rybka pcha mu się z rękami w życie” – napisał jeden z nich. A Johan Derksen, jeden z najbardziej znanych holenderskich ekspertów telewizyjnych z wojny przeciw narzeczonej Sneijdera zrobił stały punkt swoich programów. To on napisał w jednym z komentarzy, że skoro Yolanthe tak odmieniła Sneijdera, to powinna się teraz zająć po kolei pozostałymi piłkarzami reprezentacji.

[srodtytul]Esemes do kapelana [/srodtytul]

Oni walczą, ale ludziom to się podoba. Że Sneijder posyła jej buziaki, a nawet krzyczy w stronę trybun Yolanthe. Że opowiadają o tym, jak ich miłość wybuchła nagle, przy przypadkowym spotkaniu w Holandii, i potem Wesley wymykał się do niej przy każdej okazji z Madrytu. Teraz mieszkają razem w Mediolanie, Sneijder w Interze zmienił się jako piłkarz i człowiek. Mówi, że to wszystko jej zasługa. Chodzą razem do kościoła kilka razy w tygodniu, mieszkają o krok od Il Duomo. Niedługo mają brać ślub kościelny. – Zawsze wierzyłem, ale nie byłem katolikiem. Nie byłem wychowywany religijnie, ale spotkałem dziewczynę, która była. Miała chrzest, komunię, bierzmowanie. Też chciałem się w jej wierze zanurzyć i dużo o tym rozmawialiśmy. W Mediolanie mam stały kontakt z kapelanem Interu. Niedawno wziąłem chrzest – opowiada Sneijder. Z kapelanem wymienia z RPA esemesy, z Yolanthe odmawia różaniec. Jeśli jej nie ma z nim, to przez telefon. Modli się w pokoju przed wyjazdem na mecz, potem krótko w szatni, na boisku już nie. Wie, co o nim i o Yolanthe myślą. – Każdy może mieć swoje zdanie – odpowiada. – Ale mnie jest w nowym życiu dużo łatwiej.

Wydarzenia
RZECZo...: powiedzieli nam
Materiał Promocyjny
Garden Point – Twój klucz do wymarzonego ogrodu
Wydarzenia
Czy Unia Europejska jest gotowa na prezydenturę Trumpa?
Wydarzenia
Bezczeszczono zwłoki w lasach katyńskich
Materiał Promocyjny
Jak Meta dba o bezpieczeństwo wyborów w Polsce?
Materiał Promocyjny
GoWork.pl - praca to nie wszystko, co ma nam do zaoferowania!