Reklama
Rozwiń
Reklama

Sprawdź, czy sąsiad to pedofil

Zdjęcia i adresy około 20 holenderskich gwałcicieli dzieci pojawiły się w Internecie. Niektórzy dostali listy z pogróżkami. – Naruszono prawa – grzmią ich obrońcy

Publikacja: 10.02.2009 23:20

Dane holenderskich pedofilów, którzy już odbyli karę więzienia lub wciąż przebywają za kratami, zamieściła organizacja Stopkindersex. Jej strona stopkindersex.webs.com zaczęła działać w piątek. Organizacja, która walczy z przemocą seksualną wobec dzieci, umieściła ją na amerykańskim serwerze, bo holenderskie prawo zabrania ujawniania danych osób skazanych. – Chcemy chronić dzieci. Wyręczamy w tym rząd oraz sądy, które karzą jednego pedofila na stu. Większość ludzi uczy się na błędach, ale pedofile ciągle popełniają te same i pozostają na wolności – mówi „Rz” Yvonne van Hertum ze Stopkindersex.

Informacja o istnieniu strony szybko obiegła Holandię. Setki osób zaczęły sprawdzać, czy ich sąsiad nie jest pedofilem. Z powodu przeciążenia serwis trzeba było chwilowo zamknąć. Pedofile odczuli to na własnej skórze. W sobotę w miasteczku Landgraaf ktoś powybijał szyby w mieszkaniu jednego z nich. Inny odebrał kilka telefonów, w których ktoś groził mu śmiercią. – W żadnym wypadku nie zachęcamy do przemocy. – tłumaczy pani van Hertum.

[wyimek]– Chcemy chronić nietykalność dzieci – twierdzi organizacja, która ujawniła dane pedofilów. By obejść holenderskie prawo, zrobiła to na serwerze w USA[/wyimek]

Jak wynika z sondażu przeprowadzonego w styczniu, 37 proc. Holendrów uważa, że zdjęcia i dane pedofilów trzeba publikować w Internecie. Aż 70 proc. chciałoby, by informacje o gwałcicielach dzieci były przekazywane firmom sprzedającym lub wynajmującym mieszkania.

Jednak pomysł ujawniania danych przestępców seksualnych nie podoba się rządowi ani zwłaszcza holenderskiej partii Dobroczynność, Wolność i Różnorodność, znanej jako ugrupowanie pedofilów.

Reklama
Reklama

– Nie każdy chce znaleźć swoje zdjęcie i dane osobowe w Internecie. Chodzi też o rodziny tych ludzi. Chcemy ochronić ich przed przemocą, dlatego złożyliśmy oficjalne zawiadomienie na policję – powiedział „Rz” Marthijn Uittenbogaard, jeden z kilkunastu członków ugrupowania.

Holenderskie Ministerstwo Sprawiedliwości nazwało ujawnienie danych czynem wielce niepożądanym. Prawnicy twierdzą zaś, że może ono wywołać więcej szkody niż pożytku i utrudnić integrację byłych skazańców ze społeczeństwem. – Na stronie zauważyłem osobę, któ- ra za pedofilię została skazana 21 lat temu. Nieprawdopodobne, by wciąż była groźna dla społeczeństwa – mówił Radiu Holenderskiemu Anton van Kalmthout, profesor prawa kryminalnego z Tilburg University.

Wielu rodziców to nie przekona. To dzięki nim w USA można dziś ujawniać (np. szkołom) dane pedofilów. To efekt głośnego morderstwa siedmioletniej Megan Kanki, którą w 1994 roku zabił sąsiad pedofil. Rodzice zebrali wtedy ponad 400 tysięcy podpisów. W rezultacie władze nakazały rejestrację wszystkich oprawców dzieci.

Taki rejestr istnieje też m.in. w Wielkiej Brytanii. To, czy sąsiad nie jest pedofilem można sprawdzić na policji. Zgodnie z polskim prawem, dane osób mogą być upublicznione, tylko jeśli zezwoli na to sąd. – Sądzę, że rejestr pedofilów nie sprawdziłby się w Polsce. Znam przypadek osoby, która stworzyła w Internecie podobny spis i umieściła tam nazwiska swoich wrogów – wyjaśnia Jakub Śpiewak z fundacji Kidprotect.pl.

Społeczeństwo
Rosjanie sięgają po antydepresanty jak nigdy wcześniej. Wojna silniejsza niż pandemia
Społeczeństwo
Ostatnia akcja białoruskiej Maty Hari. Agentka Łukaszenki do zadań specjalnych
Społeczeństwo
Czy grozi nam III wojna światowa? W Europie rośnie strach
Wspomnienie
James Van Der Beek nie żyje. Gwiazdor „Jeziora marzeń” miał 48 lat
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama