Z życia lemingów, czyli z rukolą ku nowoczesności

Na specjalne życzenie mieszkańców warszawskiego Wilanowa radni zgodzili się, by swojską ul. Rzeżuchową zastąpić ul. Rukoli

Publikacja: 17.01.2014 15:23

Z życia lemingów, czyli z rukolą ku nowoczesności

Foto: Fotorzepa, Adam Burakowski Adam Burakowski

Od dawna słyszymy w mediach opowieści o mitycznym Lemingradzie (to nie miejsce, to stan umysłu): jak wiadomo, wszystko zaczęło się od pionierskiej monografii o zwyczajach lemingów Roberta Mazurka na łamach "Uważam Rze". Młodzi, wykształceni, z wielkich ośrodków.  Światowi, pracujący w korpo, pijący "czianti" i zajadający się "gnoczczi", uprawiający "nordic walking", rezydujący w Miasteczku Wilanów.

To wszystko wydawało mi się zawsze tak egzotyczne i odległe od rzeczywistości, że przez długi czas byłem w tej sprawie agnostykiem i w istnienie form życia społecznego zbliżonego choćby do tego modelu mocno wątpiłem. A jednak - Lemingrad istnieje. Najnowsze wieści z tej krainy donosi bowiem warszawskie wydanie portalu gazeta.pl.

Na specjalne życzenie nowych mieszkańców Wilanowa radni zgodzili się, by swojską rzeżuchę w nazwie budowanej ulicy zastąpiła śródziemnomorska rukola.

- czytamy. Sprawa okazała się kontrowersyjna i wywołała dyskusję w radzie miasta, przy czym koronny argument w tej sprawie podniósł radny Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

- A dlaczego akurat nie Rzeżuchowa? - spytała radna Olga Johann z PiS, bo każdy chyba kojarzy z domu rzeżuchę wysiewaną wczesną wiosną na wilgotnej wacie i zielone źdźbła, które kiełkują w ciągu kilku dni.

- Z ulicą Rukoli będzie bardziej nowocześnie - stwierdził Adam Cieciura, radny SLD.

Ale w grę wchodziła również ortografia.

- I łatwiej wymówić - przyznała Anna Nehrebecka (PO). Rzeżucha jest wprawdzie smaczna, ale to ulubione słowo autorów szkolnych dyktand. Radna Maria Szreder z Platformy zastanawiała się więc, ile błędów można zrobić w nazwie ulicy Rzeżuchowej. Wyszło jej, że nawet pięć.

- Jakie pięć? Najwyżej dwa - radna Johann twardo broniła rzeżuchy, ale pozostali uświadomili jej, że ktoś na bakier z ortografią mógłby napisać np. tak: "Ulica Żerzóhowa". Dlatego stanęło w końcu na ulicy Rukoli, choć i w tym wyrazie czyhają literowe pułapki.

Jak podsumował sprawę dziennikarz "Polityki" Wojciech Szacki, w ten sposób udało się radnym połączyć z nowoczesne z pożytecznym.

90 proc. mieszkańcow nie umiala bezblednie napisac nazwy swej ulicy. teraz ten odsetek spadnie do 50 proc.

- napisał na Twitterze.

Plotka głosi, że w kolejce, by zastąpić inne trudne nazwy ulic, czekają już ul. Kiełków Soi, ul. Szarm el Szejk  i rondo Toyoty Yaris.

Od dawna słyszymy w mediach opowieści o mitycznym Lemingradzie (to nie miejsce, to stan umysłu): jak wiadomo, wszystko zaczęło się od pionierskiej monografii o zwyczajach lemingów Roberta Mazurka na łamach "Uważam Rze". Młodzi, wykształceni, z wielkich ośrodków.  Światowi, pracujący w korpo, pijący "czianti" i zajadający się "gnoczczi", uprawiający "nordic walking", rezydujący w Miasteczku Wilanów.

To wszystko wydawało mi się zawsze tak egzotyczne i odległe od rzeczywistości, że przez długi czas byłem w tej sprawie agnostykiem i w istnienie form życia społecznego zbliżonego choćby do tego modelu mocno wątpiłem. A jednak - Lemingrad istnieje. Najnowsze wieści z tej krainy donosi bowiem warszawskie wydanie portalu gazeta.pl.

Publicystyka
Koniec kampanii wyborczej na kółkach? Dlaczego autobusy stoją w tym roku w garażach
Materiał Promocyjny
Między elastycznością a bezpieczeństwem
analizy
Jędrzej Bielecki: Radosław Sikorski nie ma już złudzeń w sprawie Donalda Trumpa
Publicystyka
Marek Migalski: Rafał Trzaskowski, czyli zmienny jak prezydent
Publicystyka
Rusłan Szoszyn: Niewidzialna wojna Watykanu o wiernych na Wschodzie
Publicystyka
Jan Romanowski: Z Jana Pawła II uczyniliśmy kremówkę, nie zróbmy z Franciszka rewolucjonisty z młotem