Najpierw opowiem o tym, jak zostałem zdekonspirowany podczas X Kongresu Samorządowego w Mikołajkach. Otóż staliśmy w kilka osób w mającej właśnie ruszyć windzie, kiedy naprzeciw jej wciąż otartych drzwi pojawił się z głupia frant robot sprzątający. – Patrz – zwróciłem się ironicznie do stojącego obok kolegi – maszyna sprząta bez podczepionego do niej człowieka; takie mamy czasy.
Uwagę odnotował czujnie stojący po drugiej strony windy poseł Prawa i Sprawiedliwości Tadeusz Chrzan, który zwrócił się do mnie z wyraźnym poczuciem wyższości. – A skąd to pan jest, skoro nie widział pan jeszcze czegoś takiego? – Ze wsi – odpaliłem bez zastanowienia. Na co poseł Chrzan domknął kulturalną konwersację bystrą uwagą: – Widać skąd…
Czytaj więcej
Czy Stany Zjednoczone się rozpadną? Rosjanie nad tym pracują. Jak mróweczki.
Następnie winda się zatrzymała, drzwi się otwarły. A my wyszliśmy, rozstając się na zawsze. Z jego strony pewnie bez żalu, z mojej z odrobiną smutku, bo poseł Chrzan w istocie trafił w sedno jednego z najważniejszych problemów współczesności, jakim jest pogubienie. W każdej dziedzinie. Na przykład tożsamości. Bo to jedno z pytań, które niemal każdy zadaje sobie co dzień. Skąd tak naprawdę jesteśmy? Ja mieszkam niby w Warszawie, ale faktycznie to jej dawne peryferie, tereny folwarczne sprzed wieku. Kuny, zające, lisy, w ogrodzie ule. Wypisz wymaluj polska wieś. Czyli mam prawo powiedzieć, że jestem ze wsi. Na dodatek urodziłem się w Krakowie, wychowywałem na Śląsku, przodkowie ze wszystkich stron świata. Czy mam prawo pytać o korzenie? Oczywiście. Rzecz jasna poseł PiS Tadeusz Chrzan nie mógł tego wiedzieć. Uwagi pod moim adresem podyktowała mu albo niewiedza, albo chęć dokopania przeciwnikowi politycznemu, do których zalicza pismaków takich jak ja. Mniejsza zresztą o to. Bo ważniejsze jest coś, co nas łączy. A łączy nas nic innego jak pogubienie. Bo wchodząc w jego myślenie: jak to jest, że mieliśmy rządzić (Morawiecki obiecał) do 2035 roku, a nie rządzimy? Jak to jest, że wygrywamy wybory, a prezes nie formuje rządu? Jak to jest, że takie pojęcia, jak „patriotyzm”, „ojczyzna”, „naród”, „prawo” i „sprawiedliwość”, wyborca wyrzuca na śmietnik i daje rządzić Rudemu zdrajcy? Jak to na koniec jest, że na rodzimym Podkarpaciu ludzie mogą być prawi, mądrzy oraz sprawiedliwi i głosują na PiS, a na zachodzie Polski inaczej? Jak to jest, że piękno, dobro i mądrość rozkładają się tak nierówno? Nie do pojęcia. Trudno się nie pogubić.
J.D. Vance, Donald Trump, Elon Musk. Czy prawomyślny wyborca republikanów nie ma prawa czuć się pogubionym?
To „pogubienie” to nie tylko domena mojej skromnej osoby i posła Tadeusza Chrzana. Spójrzmy na takiego J.D. Vance’a. Proszę wybaczyć, że znów wracam do autora „Elegii dla bidoków” (swoją drogą Czesław Bielecki wymyślił lepsze tłumaczenie słowa „hillbilly” – „wsiok”), ale niewykluczone, że zostanie następnym prezydentem USA; więc trzeba mu się przyglądać od rana do nocy. Od „bidoka” z Appalachów po Yale w Białym Domu. Można uważać, że to modelowy przykład realizacji „american dream”, ale daję sobie rękę uciąć, że Vance codziennie podczas porannego podczesywania brody (nie goli się), zadaje sobie pytanie: co ja tu naprawdę robię?