Reklama

Łukasz Guza: Ubezpieczają się naiwniacy? Tak można sądzić po słowach Mateusza Morawieckiego

Kolejne tarcze antykryzysowe, ekstra świadczenia i obniżki opłat spowodowały, że przedsiębiorcy uważają publiczną pomoc za obowiązek.
Mateusz Morawiecki

Mateusz Morawiecki

Foto: Marian Zubrzycki

Mateusz Morawiecki zakpił z rządowej pomocy dla przedsiębiorców poszkodowanych pożarem hali Marywilska 44.

— 2 tys. zł wystarczy na nowego laptopa. Albo trochę gazu i prądu. — stwierdził były premier na portalu X.

Oczywiście można się domyślać, że gdyby wciąż był szefem rządu, to handlowcy z Marywilskiej już korzystaliby z kolejnej tarczy albo specjalnego programu z plusem w nazwie.

Odra, pandemia Covid, a teraz byłby program Marywilska+

W tego typu rozwiązaniach poprzednia ekipa miała czarny pas – gdy pojawiał się kryzys to wystarczyło uruchomić publiczne – czyli nasze wspólne – pieniądze i problem z głowy. W ten sposób rząd rzeczywiście pomógł np. przedsiębiorcom w trakcie pandemii Covid-19, ale ten sprawdzony pomysł z czasem stał się karykaturalny, np. zorganizowanie i obsługa wsparcia dla poszkodowanych katastrofą ekologiczną na Odrze najprawdopodobniej kosztowała więcej niż wyniosły straty. Nie można też zapominać o drugiej stronie wszelkich tarcz i plusów — to nie „darmowe lunche”, pomoc obciąża finanse państwa i może pobudzać inflację.

Jest też inny, mniej wymierny skutek. Kolejne tarcze, bony, obniżki opłat itp. spowodowały, że przedsiębiorcy uważają publiczną pomoc za obowiązek. Jest susza, to muszą być dopłaty, rosną ceny prądu, to musi być rabat itp. A przecież prowadzenie własnej działalności wiąże się z ponoszeniem ryzyka. To jego immanentna cecha. Przedsiębiorca musi je wkalkulować w swojej działalności i może się od niego ubezpieczyć. To jest podstawowa forma zabezpieczenia od nieszczęśliwych lub nieprzewidzianych zdarzeń. Trudno oprzeć się wrażeniu, że dziś ubezpieczający swoje biznesy są traktowani jak naiwniacy, którzy dają się „naciąć na polisę”, zamiast głośno krzyczeć o kolejną tarczę ratunkową.

Reklama
Reklama

Dlaczego premier Mateusz Morawiecki nie zmienił rynku pracy, kiedy miał ku temu okazję?

Przypadek przedsiębiorców z Marywilskiej uwidocznił także konieczność szerszych zmian. Dualizm na rynku pracy, czyli podział na osoby z etatem i samozatrudnionych/zleceniobiorców „jakoś działa”, gdy na tym rynku panuje hossa. W razie kryzysu albo nieszczęśliwego zdarzenia okazuje się jednak, że pracownicy z etatem mogą na pewno liczyć na wsparcie w takiej sytuacji, a pozostali często muszą radzić sobie sami. Dojrzeliśmy już chyba do tego, aby skończyć z tym dualizmem i wprowadzić równe zasady oskładkowania pracy i wypłaty świadczeń (w tym „pomocowych”) dla wszystkich osób wykonujących pracę zarobkową, bez względu na podstawę jej świadczenia. O tym były premier milczy, choć poprzedni rząd miał na takie zmiany osiem lat.

Opinie Prawne
Michał Bieniak: Deregulacja, deregulacja i po deregulacji
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: Kto naprawdę ponosi konsekwencje sporu o sędziów
Opinie Prawne
Bartosz Pilitowski: Jak przeprowadzić tzw. plan B wyborów do KRS
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Opinie Prawne
Stępkowski: Uczniowie mędrca Kalego, czyli rzecz o „legalnych” sędziach SN
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama