Skoro wiadomo, że skoków pań nikt nie chce oglądać, a co za tym idzie, nikt nie chce transmitować, to organizatorzy wpadli na to, aby połączyć niepopularną kobiecą dyscyplinę z popularniejszą męską. Stworzono mieszane drużyny skoczków – po dwóch mężczyzn i dwie kobiety. Panie i panowie skaczą na przemian, choć – jak mi się zdaje – w ramach akcji afirmatywnej kobiety skaczą z wyższej belki, aby dysproporcje w długości skoków nie były tak bardzo widoczne. Bo jaki to byłby sygnał, gdyby nie daj Boże okazało się, że sportsmenki są po prostu gorsze od sportsmenów. Tym bardziej, że to nie dyscyplina klasycznie siłowa, więc teoretycznie panie powinny panom dorównywać.